Drugie piątkowe spotkanie w ramach 2. Kolejki PGE Ekstraligii zakończyło się minimalną porażką podopiecznych Piotra Palucha. Co do powiedzenia po zawodach miał szkoleniowiec Stali Gorzów? Jak długo może potrwać absencja Oskara Palucha? Zapraszamy na rozmowę z trenerem.
Pierwsza seria dla gospodarzy zakończyła się wyśmienicie, ponieważ wydaje się, że zaskoczyli Spartę Wrocław przygotowaniem toru i wyszli na prowadzenie w zawodach. -Szkoda, że nie wygraliśmy. Przed sezonem mówiłem, że chcemy robić dobre widowiska, aby zawodnicy mogli się pokazać kibicom. Ta drużyna potrafi walczyć co było dzisiaj widać. Przyjdzie taki czas, w którym zaczniemy zwyciężać – powiedział na gorąco po meczu Piotr Paluch.
W dniu zawodów pojawiła się informacja w przestrzeni publicznej, że syn trenera – Oskar nie wystąpi w piątkowym spotkaniu. Zastąpił go jego imiennik Chatłas. Zapytaliśmy Palucha o sytuację zdrowotną Oskara oraz o występ zawodnika, który go zastępował. – Jeśli chodzi o Oskara Palucha to myślę, że na mecz z Lesznem powinien się wykurować. Chciałem pochwalić Oskara Chatłasa, który zrobił dzisiaj bardzo fajną robotę w swoim biegu juniorskim oraz również pojechał w miarę dobrze w kolejnym biegu. Bardzo fajnie wkomponował się w drużynę. Pojechał bez żadnych zahamowań. Może dlatego, że nie musiał myśleć przez całą noc, że jedzie w dzisiejszych zawodach, ponieważ dowiedział się dopiero dzisiaj rano. Dzisiaj jeździł bardzo płynnie i równo. Był bardzo szybki i przywiózł nam cenne punkty. Biorąc pod uwagę, że w biegu juniorskim „Bubba” przyjechał drugi mieliśmy podwójne zwycięstwo 5:1 – przyznał szkoleniowiec Stali.
W biegu trzynastym można było wnioskować, że dojdzie do zmiany. Za Huberta Jabłońskiego mógł pojechać Adam Bednar. Dopytaliśmy szkoleniowca dlaczego nie zdecydował się na taki ruch. -Było widać po „Bubbie”, że się starał, walczył, ale moim zdaniem nie był mentalnie gotowy na następny występ – krótko wyjaśnił trener gospodarzy piątkowego spotkania.
Wydaje się, że był to kolejny mecz, w którym Stal Gorzów zwycięstwo miała na wyciągnięcie ręki. W Grudziądzu udało się zdobyć jeden punkt, ale z podopiecznymi Piotra Protasiewicza Gorzowianie zostali z niczym. – Oczywiście jest trochę żal, ponieważ byliśmy znowu bardzo blisko. Ponownie zadecydował bieg piętnasty. Ogólnie jestem zadowolony z postawy zawodników. Niektórzy nawet przepraszali, ale im powiedziałem, aby się nie martwili bo to jest tylko jeden mecz. W następnym spotkaniu pójdzie im lepiej i odbudujemy wspólnie nasz „mental”. Nie zamierzam nikogo rugać. Mają jechać i tyle – dodał Piotr Paluch.
Mogłoby się wydawać, że Stal Gorzów ma na początku sezonu trochę pecha. W Grudziądzu remisują, mogłoby się wydawać wygrany mecz, a w piątek również byli bardzo blisko zwycięstwa. W następnej kolejce na pewno nie będą mieli łatwego starcia, ponieważ udają się do Leszna, aby zmierzyć się z tamtejszą Unią.


