Długi weekend majowy żużlowcy otworzyli startem w Świętochłowicach, gdzie odbywał się IMP Challenge. Zawody nie potoczyły się do końca po myśli Maksymiliana Pawełczaka, który skończył je na 9. miejscu z dorobkiem 6 punktów. Mimo to 16-latek był zadowolony, podkreślając w rozmowie z naszą redakcją, że każdy taki turniej traktuje jako cenne doświadczenie.
Adam Suski: Zacznijmy od czwartkowego Srebrnego Kasku. Z tej imprezy chyba będziesz miał lepsze wspomnienia niż ze Świętochłowic. Nie udało ci się co prawda wygrać, ale najważniejsze, że jest kwalifikacja, prawda?
Maksymilian Pawełczak: Dokładnie. W takich zawodach zawsze najważniejsze jest dla mnie, żeby awansować. To się udało z fajnym wynikiem. Dziś już było trochę mniej kolorowo, ale myślę, że i tak mogę być zadowolony z tego dnia. Dzięki tym zmaganiom naprawdę dużo się nauczyłem. Mieliśmy bardzo wymagający tor. To pozwoliło mi jeszcze lepiej poznać moje motocykle. Jasne, szkoda, że nie ma awansu, ale mimo to jestem zadowolony, że przynajmniej udało mi się wygrać jeden bieg.
Właśnie, w ostatniej serii udało ci się sięgnąć po swoją pierwszą tego dnia trójkę. Można było odnieść wrażenie, że z wyścigu na wyścig czujesz się coraz pewniej na tym torze. Udało ci się znaleźć ustawienia?
Po trzecim biegu zmieniłem motocykl i wtedy właśnie zorientowałem się, że to jest ten sprzęt, na którym powinienem rozpocząć te zawody. Szkoda, że odkryłem to dopiero na tym etapie turnieju. Tak czy inaczej, ściganie się z takimi zawodnikami daje sporą satysfakcję.
Dla ciebie każde takie zawody to też możliwość zbierania doświadczenia. Nie zapominajmy przecież, że masz dopiero 16 lat.
To tak naprawdę dopiero mój pierwszy pełny sezon jako pełnoprawny zawodnik, kiedy rzeczywiście mogę ścigać się już z seniorami. I faktycznie, z każdych zawodów wyciągam coraz więcej doświadczenia. Trzeba przygotować się na to, że będą też takie dni, kiedy nie zdobędę samych trójek albo nie zrobię dwucyfrowego wyniku.
Kalendarz jest też niezwykle napięty. W środę były DMPJ, w czwartek Srebrny Kask, a dzień później startujesz w IMP Challenge. Jak duże jest to obciążenie dla tak młodego żużlowca jak ty?
Ja właściwie jeżdżę bez przerwy od wtorku, bo byłem jeszcze w Szwecji. To już składa się na cztery kolejne dni startów. Jutro wolne, ale w niedzielę znów jest liga. Jest więc rzeczywiście sporo tej jazdy, ale dla mnie tak naprawdę to nawet lepiej. Każde zawody to cenna lekcja, dzięki której zbieram kolejne szlify i przyzwyczajam się do rywalizacji z seniorami. Takie tygodnie jak ten, to dla mnie woda na młyn.
W temacie ligi… Jest duża presja na wynik w Bydgoszczy?
Myślę, że presji jako takiej nie ma. To bardziej wynika z naszego nabuzowania na dobry rezultat. Wiemy, że mamy naprawdę sporą szansę, żeby w końcu to był TEN rok i wierzymy, że możemy dać kibicom ten awans. W zespole jest fajna atmosfera i ciężko pracujemy, żeby zrealizować nasz cel.
Twoim zdaniem, to dobrze czy źle, że Wiktor Przyjemski nie jeździ z tobą w parze?
To oczywiście nie zależy ode mnie. Wiktor jest ustawiany na pozycji U24, ja jestem z Kacprem w parze. Do tej pory taki układ się sprawdza, bo z Kacprem nie przegraliśmy jeszcze żadnego biegu juniorskiego. Mnie to na razie pasuje. Skoro „góra” tak zadecydowała, to trzeba się do tego dostosować. W ostatecznym rozrachunku liczą się tylko i wyłącznie zwycięstwa drużyny.



