Wpis Ekstraliga News

Ben Cook współautorem najlepszej pary PGE Ekstraligi! „Tak naprawdę dowiedziałem się o tym dopiero dzisiaj”

Unia Leszno pokonała na własnym torze drużynę z Torunia 49:41, wykonując tym samym duży krok w kierunku awansu do fazy play-off. Wpływ miał na to także Ben Cook, który podczas tych zawodów wywalczył dziewięć punktów. Australijczyk wygrał decydujący, piętnasty wyścig, stawiając przysłowiową kropkę nad „i” w kwestii zdobycia przez gospodarzy punktu bonusowego.

Tego dnia Ben Cook wywalczył dziewięć punktów. Choć biorąc pod uwagę jego ostatnią formę, nie jest to wynik rewelacyjny, wystarczył on, by pomóc drużynie odnieść ośmiopunktowe zwycięstwo. Triumf ten zdecydowanie przybliża zespół do fazy play-off. Sam Australijczyk jest jednak zadowolony z ostatecznego rezultatu oraz z testów sprzętowych, jakie przeprowadził w trakcie tego starcia. Wygrał także wyścig piętnasty, gdzie pokonał liderów z Torunia, co pozwala mu także wracać do domu z uśmiechem na twarzy. 

– Użyłem dzisiaj nowego silnika. Czułem się na nim naprawdę dobrze i od początku wiedziałem, że stać go na to, aby zapewnić mi zwycięstwa. Dzisiejsze zawody wyglądały zupełnie inaczej niż zazwyczaj, ponieważ wcześniej na torze była rozłożona plandeka. Najszybsza ścieżka prowadziła dzisiaj tuż przy krawężniku. Kilka razy jechałem na drugiej pozycji, czułem, że mam odpowiednią prędkość, więc próbowałem odjechać szerzej, ale to kończyło się tylko stratą dystansu. Gdyby to był normalny dzień, ta zewnętrzna linia działałaby bardzo dobrze. Mimo wszystko to był udany występ w wykonaniu wszystkich chłopaków. Zrobiliśmy swoje i to jest w tym wszystkim najważniejsze – przyznał zawodnik.

Ostatnie lata w PGE Ekstralidze to dominacja pary Patryk Dudek – Robert Lambert, która była prawdziwym asem w rękawie trenera Piotra Barona. W tym sezonie zawodnicy z grodu Kopernika zajmują jednak drugą pozycję w rankingu par. Liderami tego zestawienia są z kolei reprezentanci Unii Leszno – Ben Cook wraz z Keynanem Rew. Australijskie „Kangury” notują fantastyczny sezon. Podczas omawianego starcia, gdy dwukrotnie wyjeżdżali na tor w jednym biegu, przywozili zwycięstwa 4:2, które pomagały „Bykom” odskoczyć od toruńskich „Aniołów”.

– Tak naprawdę dowiedziałem się o tym dopiero dzisiaj. Kilka osób mi o tym wspomniało. To fajna sprawa. Nie dowieźliśmy dzisiaj podwójnego zwycięstwa 5:1, ale było blisko. Będzie na to jeszcze wiele okazji w przyszłości – skomentował jazdę w duecie ze swoim rodakiem.

Tor po zdjęciu plandeki potrafił zaskoczyć zawodników Unii Leszno, co potwierdzała chociażby dyspozycja Piotra Pawlickiego. Rozegranie spotkania do samego końca stało pod znakiem zapytania ze względu na pogodę, dlatego wcześniej na „Smoczyku” musiano rozłożyć specjalną osłonę. Nawet kibice przed telewizorami mogli zauważyć, że nie była to typowa wersja leszczyńskiego owalu. Chodziła głównie jedna linia jazdy i nie oglądaliśmy tylu manewrów wyprzedzania, do jakich byliśmy przyzwyczajeni podczas zawodów w Lesznie.

– Po opadach deszczu tor był trochę zdradliwy. Zawsze jest inaczej i znacznie trudniej, kiedy rozkłada się plandekę. Sama nawierzchnia była jednak świetna. Było gładko, więc absolutnie nie można narzekać. Tak jak mówiłem, najszybsza linia była dzisiaj tuż przy krawężniku, dlatego też nie oglądaliśmy zbyt wielu mijanek. To sprawiło, że starty miały jeszcze większe znaczenie. Moje pierwsze wyjścia spod taśmy nie były najlepsze, ale na koniec wiedziałem, że mam odpowiednią prędkość, co jest bardzo budujące. Zrobiłem swoje w momencie, kiedy ważyły się losy rywalizacji – wyjaśnił Cook.

Unia Leszno wykonała spory krok w kierunku awansu do fazy play-off. Mimo wszystko zadanie nie jest jeszcze w pełni zrealizowane. Przed podopiecznymi trenera Rafała Okoniewskiego wciąż co najmniej kilka bardzo ważnych spotkań, o czym doskonale wie sam zainteresowany. – Mamy przed sobą do odjechania jeszcze kilka spotkań, więc nie wybiegamy zbytnio w przyszłość. Wszystko idzie w dobrym kierunku i musimy po prostu to kontynuować – podsumował Ben Cook w pomeczowej rozmowie z mediami.