Po skończeniu 21. roku życia wielu polskich żużlowców ma problem, by przekonać do siebie włodarzy zespołów. Swoje miejsce znalazł w Krakowie Kacper Łobodziński. Po inauguracyjnym starciu w Krajowej Lidze Żużlowej wychowanek GKM-u Grudziądz zdradził nam kulisy dołączenia do zespołu ze stolicy Małopolski oraz podsumował występ na nowohuckim owalu. Jego zespół zremisował z Kolejarzem Opole 45:45.
Adam Suski: Na początek pytanie o twój stan zdrowia. Jak się czujesz po upadku w 14. biegu?
Kacper Łobodziński: Jestem trochę poobijany. Sunąłem nieco po tym torze i odczuwam tego pewne skutki. Teraz mamy jednak krótką przerwę, więc trzeba dojść do siebie.
Zakładam, że w twoim odczuciu sędzia podjął właściwą decyzję.
Tak, wydaje mi się, że była słuszna. Totalnie nie spodziewałem się Vacka w tamtym miejscu. Podciął mnie, a ja nie mogłem w tej sytuacji tak naprawdę już nic zrobić.
Pierwszy mecz sezonu zaliczacie na remis. To wynik, który wziąłbyś w ciemno przed meczem, czy jednak pozostaje jakiś niedosyt?
Jasne, że jest niedosyt. Wiadomo, że chcieliśmy wygrać pierwszy domowy mecz – dla nas, dla kibiców, dla sponsorów. Szkoda właśnie tego 14. biegu. Przed nominowanymi wprowadziłem zmianę w motocyklu i mój sprzęt spisywał się naprawdę dobrze. Miałem dobry start i prowadziłem bieg. Niestety motocykl uległ wypadkowi, więc byłem zmuszony wziąć drugi motor, który nie pracował już tak dobrze i wymagał korekt.
Widać to było w powtórce biegu, kiedy przyjechałeś ostatni.
Dokładnie. Wsiadłem na drugi motocykl, z którego nie korzystałem przez całe zawody. Tak naprawdę nie było nawet czasu, żeby go odpowiednio ustawić. Szkoda, że straciłem ten pierwszy motor, ale taki jest sport.
Wejście w zawody też nie było najlepsze w twoim wykonaniu – przywiozłeś 0 w pierwszym wyścigu. Ograniczony dostęp do toru w Krakowie sprawił, że nie byłeś dobrze spasowany?
Na pewno szukam dopiero odpowiednich ustawień. Jak mówiłem, na biegi nominowane wprowadziłem zmianę, która rzeczywiście przyniosła oczekiwany rezultat. Także myślę, że potrzebujemy tutaj nieco więcej treningów, żeby w kolejnych meczach od początku wejść w rywalizacje spasowani, wykorzystując rzeczywiście atut własnego toru.
O twoim dołączeniu do Speedway Kraków dowiedzieliśmy się tak naprawdę dopiero w marcu. Możesz zdradzić kulisy tego, jak trafiłeś do zespołu?
Prezes zadzwonił do mnie w Sylwestra z propozycją. Nie zastanawiałem się długo. Tak naprawdę kontrakt w Krakowie podpisałem w okolicach połowy stycznia. Oczywiście nie mogłem się wychylać z tą informacją, bo klub chciał mnie ogłosić jako pierwszy. Miałem jednak pewność co do startów, więc analizowałem ten tor, sprawdzałem dane z poprzedniego roku, pytałem także kolegów o ustawienia.
Nie wiem, jak to odbierasz, ale po latach spędzonych w Ekstralidze, starty w KLŻ pewnie można uznać za jakiś krok wstecz. Zamierzasz się tutaj odbudować i powalczyć o angaż w drużynach jeżdżących na wyższych poziomach?
Oczywiście, że w przyszłości chciałbym ponownie startować w wyższych ligach. Natomiast nie traktuję tego jako kroku wstecz w mojej karierze. To jest dla mnie całkowicie nowy rozdział. Przede wszystkim wyszedłem z wieku juniora, także to dopiero pierwszy sezon w seniorskim żużlu i dopiero muszę odnaleźć się w tej rzeczywistości. Porównując KLŻ do Ekstraligi, widzę przede wszystkim nieco mniejszą komercję. Nie ma telewizji, która narzuca tempo meczu. Na razie odczuwam też większy luz, ale czas pokaże, jak to będzie wyglądało w miarę upływu czasu.
Jakie zatem cele indywidualne stawiasz sobie na ten sezon?
Przede wszystkim chciałbym budować z każdym kolejnym meczem poczucie skuteczności. Na fazę play-off chciałbym być już naprawdę pewnym punktem w zespole i pomóc drużynie w osiągnięciu upragnionych celów.










