W 2003 roku sezon Ekstraligi był dość niezwykły. W ośmiozespołowej lidze poziomem sportowym znacznie ustępowały dwie drużyny: Lotos Gdańsk oraz Polonia Piła. Po rundzie zasadniczej wspomniane ekipy miały w tabeli kolejno 3 i 2 punkty. Obie wygrały swoje mecze domowe przeciwko bezpośrednim rywalom, a dodatkowo Lotos zremisował z Atlasem Wrocław.
W tamtym sezonie po rundzie zasadniczej tabela została podzielona na tzw. górną i dolną czwórkę. Polonia Piła i Lotos Gdańsk zgodnie wygrywały u siebie z Unią Leszno i ZKŻ-em Zielona Góra. Pilanie zwyciężyli w domowym starciu z Lotosem w 16. kolejce, a w 20. serii, kończącej rundę finałową, miało dojść do rewanżu w Gdańsku.
Przed ostatnim meczem Polonia zajmowała przedostatnie miejsce z 7 punktami, podczas gdy Lotos miał ich 6. Drużyna z Gdańska, pomimo dotkliwszych porażek i skromniejszych zwycięstw w rundzie finałowej niż zespół z Wielkopolski, była faworytem domowego spotkania.
Mecz był jednak bardzo zacięty. Lotos rozpoczął od zwycięstwa 5:1, jednak po 5. biegu było 14:16. Kolejne pięć wyścigów to albo wygrane 4:2 gospodarzy, albo remisy, co sprawiło, że gdańszczanie prowadzili 32:28. W jedenastym biegu Polonia wygrała 5:1, w czym główna zasługa Krzysztofa Pecyny. Dla zawodnika był to piąty start, a w żadnym z wcześniejszych nie dał się pokonać rywalom. Przed biegami nominowanymi Lotos odpowiedział zwycięstwem 5:1 i prowadził 38:34. Trzynasty bieg zakończył się podziałem punktów, a sztab z Gdańska musiał wybrać, który zawodnik pojedzie w czternastym wyścigu: Robert Kościecha czy Brian Karger. Wybór padł na wychowanka Apatora, co zakończyło się podwójnym zwycięstwem gości. Przed ostatnią gonitwą był remis 42:42, a w zespole przyjezdnych miał wystartować niepokonany Pecyna. Ostatni bieg padł jednak łupem pary Chrzanowski-Karger. Cały mecz zakończył się wynikiem 47:43. Ten rezultat oznaczał spadek Polonii Piła, natomiast Lotos Gdańsk miał wystąpić w barażach.
Rywalizacja o awans w 1. lidze
O tym, kto pojedzie w barażach o Ekstraligę, miał zadecydować ostatni mecz 1. ligi. RKM Rybnik w finałowym starciu sezonu mierzył się z Unią Tarnów. Rybniczanie mieli prostsze zadanie niż gdańszczanie, gdyż do szczęścia potrzebowali jedynie remisu na własnym torze. Mecz miał zaskakujący przebieg. Po pierwszej serii było 10:8 dla gospodarzy, a druga seria była remisowa. W biegach 7–10 linię mety jako pierwszy przekraczał zawodnik gości, co paradoksalnie nie przełożyło się na żadne zwycięstwo drużynowe. Kluczowym momentem był bieg jedenasty, w którym para Povazhny-Szombierski wygrała 5:1 z duetem Burza-Kołodziej.
O wielkim potencjale 18-letniego wówczas Janusza Kołodzieja można było przekonać się w następnym wyścigu. Lider gości, Peter Karlsson, jechał w nim po swoją piątą „trójkę”. Za nim podążał Nicki Pedersen, który w cyklu Grand Prix tracił punkt do Jasona Crumpa przed ostatnim turniejem w Hamar. W ślad za Duńczykiem jechał wychowanek „Jaskółek”. Kołodziej na drugim okrążeniu pojechał szeroko pod bandą, wymuszając ruch Pedersena. Zawodnik przyjezdnych umiejętnie skontrował motocykl i na prostej wyprzedził lidera rybniczan. Radość gości nie trwała długo, gdyż Kołodziej na kolejnej prostej odjechał za daleko od krawężnika, co Pedersen wykorzystał, zamykając mu drogę. Unia wygrała ten bieg tylko 4:2. Przed 14. gonitwą było 41:37. Goście musieli wystawić parę Marcin Rempała – Robert Wardzała, która łącznie zdobyła dotąd 3 punkty. Gospodarze wykorzystali to zestawienie. Od startu para Szombierski-Povazhny prowadziła 5:1, co przypieczętowało awans RKM-u do Ekstraligi. Mecz zakończył się wynikiem 50:40, a Unia Tarnów swojej szansy musiała szukać w dwumeczu barażowym z Lotosem Gdańsk.
Pierwszy akt barażu: Tarnów
Pierwszy mecz odbył się w Tarnowie. Obie drużyny pojechały w identycznych składach jak w swoich spotkaniach 20. kolejki. W pierwszej serii emocji było niewiele; Unia prowadziła 10:8. W szóstym biegu goście wygrali podwójnie. Na starcie defekt zanotował Sergiej Darkin. Do przodu wyrwał Brian Karger, a za jego plecami bardzo emocjonującą walkę stoczyli Kołodziej z Adamem Fajferem. Dwukrotnie junior wyprzedzał rywala na drugim łuku, jednak na wejściu w ostatni wiraż Kołodziej doznał defektu i musiał zadowolić się jednym punktem. W biegu kończącym drugą serię wygrał Chrzanowski, broniąc się przed atakami Petera Karlssona. Lotos prowadził 19:17.
W siódmym biegu los zwrócił tarnowianom to, co zabrał wcześniej. Wyścig zapowiadał się na remis, gdy nagle na początku ostatniej prostej zdefektował motocykl Laukkanena, co wykorzystał Grzegorz Rempała. Po siedmiu biegach był remis 21:21. W kolejnym starciu zaciętą rywalizację stoczyli Karger z Wardzałą. Zawodnik Unii kilkukrotnie znajdował się przed rywalem, ale nie domykał „płotu”, co Karger bezlitośnie wykorzystał. W dziewiątym biegu kolejny świetny start zanotował Chrzanowski, lecz na wyjściu z drugiego łuku wyprzedził go Stanisław Burza. Zawodnik gospodarzy stracił jednak pozycję na trzecim okrążeniu po własnym błędzie. Na domiar złego kolejny defekt zanotował Kołodziej, co pozwoliło gościom wygrać 4:2. Po trzeciej serii na tablicy wyników widniał remis po 27.
W czwartej serii przełamał się Kościecha, który po trzech „dwójkach” w końcu dojechał pierwszy do mety. Po 10 biegach nadal był remis, co satysfakcjonowało zespół gości. W jedenastym wyścigu gospodarze wygrali 4:2. W dwunastym niepokonany dotąd Chrzanowski ponownie pokonał dwójkę rywali, odpierając ataki Karlssona. Przed biegami nominowanymi Unia prowadziła 37:35. W trzynastym biegu Laukkanen wygrał z Januszem Kołodziejm, co pozwoliło gościom utrzymać tylko dwupunktową stratę. W czternastej gonitwie najlepiej wystartował Wardzała, a za nim w parę ustawili się Kościecha i Fajfer. Na wyjściu z drugiego łuku błąd Kościechy wykorzystał Sergiej Darkin, mijając obu rywali. Gospodarze wygrali 5:1 i objęli prowadzenie 45:39. W ostatnim biegu dnia kapitalnie wystartował Chrzanowski, który „odwiózł” pod bandę Karlssona. Lider gospodarzy gonił gościa na trasie i na czwartym okrążeniu, po szybkim odprostowaniu motocykla, zdołał wyprzedzić Chrzanowskiego. Unia wygrała 48:42, jednak wynik ten stawiał gdańszczan w roli faworytów przed rewanżem.
Rewanż w Gdańsku i narodziny potęgi
Rewanż w Gdańsku rozpoczął się od remisu. W drugim biegu długo zanosiło się na zwycięstwo gospodarzy, lecz defekt Adama Fajfera pozwolił Stanisławowi Burzy dowieźć remis. Po serii remisów do przełamania doszło w szóstym biegu, gdy Laukkanen atakiem na pierwszym łuku wyprzedził Darkina, dając Lotosowi prowadzenie 19:17. W dziewiątym wyścigu gospodarze powiększyli przewagę do 4 punktów, choć w dwumeczu wciąż prowadziła Unia (70:68). W dziesiątym biegu para Chrzanowski-Laukkanen ponownie dała Lotosowi cztery „oczka” przewagi.
Jedenasty bieg wprawił miejscowych kibiców w osłupienie. Stanisław Burza wypuścił pod bandę Kargera i pojechał po zwycięstwo, a Janusz Kołodziej po kapitalnej walce wyprzedził zawodnika gospodarzy. Goście wygrali podwójnie i doprowadzili do remisu w meczu. Przed wyścigami nominowanymi Unia sensacyjnie objęła prowadzenie w Gdańsku, a w dwumeczu wygrywała już 85:77. W czternastym biegu defekt Kościechy przy podwójnym prowadzeniu Lotosu ostatecznie przekreślił szanse gospodarzy. Mecz zakończył się wynikiem 48:42 dla Unii Tarnów, identycznym jak w pierwszym spotkaniu.
Głównym bohaterem dwumeczu był 18-letni Janusz Kołodziej, który w rewanżu, po dwóch słabszych biegach, w kolejnych trzech był niepokonany. Niespodziewanym liderem w Gdańsku okazał się Sergiej Darkin (12 pkt), co było kluczowe przy słabszej postawie Karlssona i Burzy. Darkin zmazał plamę po meczu w Rybniku (0 pkt) oraz po słabym początku pierwszego barażu.
Awans Unii sprawił, że do klubu dołączyli bracia Tomasz i Jacek Gollobowie oraz Tony Rickardsson. Z powodu zmiany przepisów (limit jednego obcokrajowca) z zespołem pożegnali się Darkin i Karlsson. „Papierowy hegemon” zrealizował cel, zdobywając Drużynowe Mistrzostwo Polski w 2004 roku, a rok później powtórzył ten wyczyn. Mistrzostwo z 2004 roku było premierowym tytułem dla Tarnowa, a dwumecz barażowy z 2003 roku stał się kamieniem węgielnym pod budowę tej żużlowej potęgi.









