Václav Milík rozpoczyna sezon w Opolu z zupełnie innym nastawieniem niż jeszcze kilka lat temu. Doświadczony Czech nie ukrywa, że dziś najważniejsze jest dla niego stabilne środowisko, dobra atmosfera w klubie i spokojna praca, a nie wyłącznie pogoń za awansem czy indywidualnymi statystykami.
Dużą rolę w jego decyzji odegrała możliwość współpracy z głównym trenerem opolskiego zespołu, czyli Robertem Ruszkiewiczem. Milik podkreśla, że bardzo zależało mu na tej relacji i wierzy, że doświadczenie szkoleniowca przełoży się na wyniki drużyny – szczególnie na domowym torze. Celem ma być szybkie dopasowanie sprzętu i zbudowanie twierdzy w Opolu, która pozwoli regularnie wygrywać mecze przed własną publicznością.
Nowy sezon ma być także odpowiedzią na trudny 2025 rok. Czech otwarcie przyznał, że ogromny wpływ na jego dyspozycję miała kontuzja odniesiona pod koniec 2024 roku w Krośnie. Jak sam mówił, być może zbyt wcześnie wrócił do ścigania. Problemy nie dotyczyły jedynie złamanej ręki, ale przede wszystkim skutków usunięcia śledziony. Przy większej liczbie startów odczuwał ból w okolicach brzucha, co odbijało się na wynikach. Przez cały sezon nie czuł się w pełni komfortowo na motocyklu i dziś przyznaje, że powinien był dać sobie więcej czasu na regenerację.
Choć wielu kibiców zastanawia się, czy jego ambicją jest szybki powrót do Metalkas 2. Ekstraligi, sam zawodnik studzi emocje. Dziś nie chce nakładać na siebie dodatkowej presji.

„Tego czego teraz szukam to klub, w którym będę się czuć dobrze i wierzę, że w Opolu tak będzie, bo wszyscy ludzie i działacze w tym Opolu są naprawdę fajni, dobrze mi się z nimi współpracuje, jak na razie. Jeżeli tam wszystko będzie okej, to ja nie chcę za szybko wracać do Metalkas 2. Ekstraligi. Jeżeli awansujemy, z Opolem to pójdę z nim dalej. Teraz nie patrzę na to, żeby za wszelką cenę iść ligę wyżej”.
Czech otwarcie mówi o zmianie podejścia do sportu. W przeszłości stawiał sobie bardzo wysokie cele i wymagał od siebie natychmiastowych efektów. Teraz wie, że zbyt duża presja nie zawsze działała na jego korzyść. Współpraca ze sportowym psychologiem pozwoliła mu uporządkować pewne kwestie mentalne i spojrzeć na żużel dojrzalej.
– „Wydaje mi się, że dałem radę trochę inaczej poukładać głowę i nie staram się patrzeć na to, żeby po prostu być najlepszym. Wiem, że jestem dobry i wiem, że potrafię dać bardzo fajną jazdę i dobre wyniki, więc tego się trzymam i chcę się z tego cieszyć” – zaznacza Milik.
Obecnie chcę skupić się na tym, by robić swoje, zdobywać punkty i czerpać satysfakcję z jazdy. Nie chce wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość – ani w kontekście ligowych awansów, ani planów po zakończeniu kariery. Jak sam przyznaje, pełne skupienie na żużlu to dla niego klucz do stabilnej formy. Wszystko wskazuje na to, że w Opolu Milík chce nie tylko odbudować sportową dyspozycję, ale przede wszystkim odnaleźć spokój i radość z jazdy. A to może okazać się fundamentem pod bardzo solidny sezon.
Całą rozmowę z Václavem Milíkiem można obejrzeć na naszym kanale na YouTubie.









