2. Ekstraliga News Wpis

Szymon Woźniak: Wolimy przemawiać po prostu wynikiem na torze

Całą zimę wałkowany był temat Polonii Bydgoszcz i upragnionego przez tę drużynę awansu do PGE Ekstraligi. W walce o najwyższy szczebel rozgrywkowy przed sezonem typowało się właśnie Gryfy oraz Wilki Krosno. Potyczkę pomiędzy tymi zespołami mogliśmy oglądać w hicie kolejki inaugurującej sezon w Metalkas 2. Ekstralidze. Relacja z tego spotkania jest dostępna TUTAJ. Drużyna z województwa kujawsko-pomorskiego pewnie pokonała przyjezdnych, wygrywając 54:36, a warto wspomnieć, iż po pierwszej serii gospodarze prowadzili 20:4. Czy to zwycięstwo można traktować jako jasny sygnał, iż dla bydgoszczan liczy się tylko awans?

– Tak, to prawda. Można powiedzieć, że dzisiaj było nam dane przelać słowa na tor i bardzo na to czekaliśmy, bo dużo się mówiło przez całą zimę. Ja, tak jak i moja drużyna, myślimy podobnie: wolimy przemawiać po prostu wynikiem na torze. Może nie zawsze wynikiem, bo to jest sport i nie zawsze się wygrywa. Nie zawsze jest tak, jakby się chciało, ale nawet kiedy się przegrywa, można przemawiać ambicją i mogę zagwarantować, że tego nam w tym roku nie zabraknie. Było widać, że pomimo dobrego wyniku i meczu pod kontrolą, każdy z nas zostawiał masę serca, a czasami nawet zdrowia na tym torze. Widać tę iskrę, widać płomień i myślę, że po dzisiejszym wieczorze możemy być bardzo dumni z całej drużyny – odpowiada Szymon Woźniak.

Głównym architektem tego zwycięstwa okazał się Szymon Woźniak, który tego dnia był nieomylny, zapisując przy swoim nazwisku 14 punktów z bonusem. Kapitan Polonii Bydgoszcz poprowadził swoją drużynę w tym, co by nie mówić, trudnym dla obu ekip spotkaniu ze względu na warunki, w jakich było ono rozgrywane. Jak na swój występ indywidualny patrzy były uczestnik cyklu Speedway Grand Prix?

– Indywidualnie jestem po prostu zadowolony z mojego wyniku, ale przede wszystkim cieszę się z wyniku drużyny. Oczywiście fajnie, że zdobyłem dzisiaj dużo punktów, ale to są mecze ligowe i najważniejsze jest to, że cała drużyna pojechała dobrze i równo. Ja się cieszę, że miałem dobre starty. Moja ekipa pochwaliła mnie dzisiaj za mądrą jazdę i dobieranie odpowiednich ścieżek, co jest dla mnie niesamowicie istotne. Cieszę się, ale robię to spokojnie, zresztą smucę się raczej też spokojnie. Lubię po prostu pracować w ciszy, po swojemu. Daleko mi do hurraoptymizmu, ale też daleko do jakichś głęboko smutnych emocji po gorszych chwilach.

Całą otoczkę dotyczącą tego spotkania można porównać do rollercoastera. Zawody ruszyły w okolicach godziny 21:00, choć zaplanowane były na 19:00. Zawodnicy nie mieli możliwości wyjechać na próbę toru, na czym oczywiście najbardziej straciła „Wataha”. Gdy wystartował już pierwszy bieg, to do ósmego pędzono bez równania, byle zabezpieczyć się w razie powrotu opadów. Można powiedzieć, że przez to kibice mogli tego dnia oglądać co najmniej kilka różnych odsłon toru przy ulicy Sportowej.

– Nie ma co ukrywać, że my dzisiaj jechaliśmy na tym torze trochę jak na wyjeździe. Wiadomo jakie były prognozy i co tu się dzisiaj działo. Dużo niepewności, a do tego raz, że wiosna, a dwa, że deszcz i niskie temperatury. Nie było nam dane przygotować tego toru tak, jak byśmy sobie życzyli, ale tym bardziej się cieszymy, że zdaliśmy ten egzamin w warunkach, powiedzmy, mniej komfortowych, niż moglibyśmy sobie wymarzyć – mówił Szymon Woźniak w rozmowie z mediami po zawodach.