KLŻ News Wpis Wywiad

Václav Milík: Regulamin pozwala, żeby się przewracać i wykorzystywać takie sytuacje

W niedzielę jako ostatnia w Polsce wystartowała Krajowa Liga Żużlowa. W tym roku w składach drużyn nie brakuje głośnych nazwisk. Za jedną z najważniejszych postaci na trzecim szczeblu rozgrywkowym uznaje się bez wątpienia Václava Milíka. Doświadczony czeski żużlowiec na otwarcie sezonu wykręcił w Krakowie 8 punktów z bonusem, a jego Kolejarz Opole zremisował ze Smokami. Po spotkaniu 32-latek odniósł się do kontrowersji z jego udziałem i opowiedział nam o swoich planach na nadchodzące miesiące.

Adam Suski: Zacznijmy może od końca i przejdźmy od razu do 14. biegu, w którym zostałeś wykluczony. Jak z twojej perspektywy wyglądała ta sytuacja?

Václav Milík: Ogólnie, to tak właśnie dziś wygląda żużel. To już nie ta dyscyplina, którą speedway był kiedyś. Takie zdarzenia od zawsze były częścią tego sportu. Teraz natomiast regulamin pozwala, żeby się przewracać i wykorzystywać te sytuacje na swoją korzyść, więc w ten sposób zostałem właśnie wykluczony. A ja wcale nie atakowałem chamsko. Nie wjechałem wprawdzie w stu procentach tak, jak chciałem, ale widząc, że rywal nie zjeżdża do krawężnika, sam obrałem taką linię, próbując wejść w łuk przy kredzie. Przeciwnik zobaczył, że wyprzedzam, jestem szybki i by mnie nie dogonił, więc położył się na mnie, puścił motocykl i tak to się skończyło. Nie ma tutaj za wielu kamer i możliwości analizy takiego zdarzenia jak w wyższych ligach, dlatego sędzia wykluczył mnie. Jak już zapaliło się czerwone światełko, to byłem pewny, że tak to się skończy. Dla mnie to była zwykła sytuacja torowa, jakich wiele. Uważam, że jakby chciał się uratować – ale nie chciał – to bez problemu obaj dojechalibyśmy ten bieg do końca.

Pomijając tę sytuację, jak podsumujesz swój występ na torze w Krakowie? Jesteś zadowolony ze swojego dorobku?

W sumie tak. Wiedziałem, że w tej lidze jest kilku zawodników, z którymi ścigałem się w wyższych ligach. Nie ma już takiej różnicy w umiejętnościach pomiędzy poszczególnymi poziomami. Dziś ten żużel jest dużo bardziej wyrównany. Zdawałem sobie zatem sprawę, że to nie będzie tak, że będę wyjeżdżał na tor i z łatwością dopisywał sobie po trzy punkty co bieg. Ale jestem zadowolony, że udało się dobrze dopasować sprzętowo. W pierwszym wyścigu to nie było to, czego się spodziewałem. Kiedy ostatni raz byłem tutaj 13 lat temu, było pełno dziur. Dziś natomiast dostaliśmy super tor do ścigania, co zmusiło mnie do wprowadzenia korekt. Potem byłem już naprawdę szybki, co widać było także w tym 14. biegu. Gdybym nie atakował, tylko dalej napędzał się po szerokiej, to wyprzedziłbym rywala na kolejnym kółku i pewnie nie doszłoby do tej sytuacji, o której rozmawialiśmy.

Mówisz, że trójki same nie przyjdą. W KLŻ uchodzisz jednak za gwiazdę ligi. Jaki jest więc w ogóle twój plan na ten sezon? Chcesz się odbudować i powalczyć jeszcze o miejsce na wyższym poziomie?

Powiem tak – siedzę już długo w żużlu i kosztowało mnie to naprawdę sporo nerwów. Po tym wszystkim zapomniałem, po co tak właściwie jeżdżę. A jeżdżę, bo to kocham. I chcę dalej to robić, ale jednocześnie nie nakładać na siebie żadnej presji. Przyjeżdżać na stadion w dobrym humorze i wracać z niego z uśmiechem na ustach. Wiem, że potrafię to robić bardzo dobrze. To samo przyjdzie, jeśli rzeczywiście będę miał w głowie, że chcę się bawić tym sportem. Takie jest moje aktualne podejście.

Remis na wyjeździe to chyba dobry początek rozgrywek ligowych.

Dobry, ale chcieliśmy tutaj wygrać. Wydaje mi się, że zespołowo wypadliśmy naprawdę nieźle, bo każdy dołożył swoje. Jednak pogubiliśmy też trochę punktów po trasie. Nie wykluczam, że wynik mógł być inny, gdyby nie ta sytuacja z 14. biegu. Ale biorę to na klatę. Mieliśmy 3:3, jednak poczułem, że jestem szybki i możemy wygrać ten wyścig. Powalczyłem, ale nie wyszło. Tak czy inaczej, remis jest dobry na początek. Za tydzień jedziemy u siebie, więc trzeba skupić się na tym spotkaniu, robić swoje i cieszyć się jazdą.

A tak w dłuższej perspektywie – Kolejarz jest drużyną do awansu?

Tak. Po to też podpisałem tutaj kontrakt. Ogólnie podoba mi się filozofia klubu – to, że chcą budować nowy stadion, awansować poziom wyżej. W Opolu dobrze mi się jeździ. Startował tam też mój tata, więc fajnie, że i ja wylądowałem w tym miejscu. Ale jak już mówiłem, najbardziej cieszy mnie, że nie ma tutaj przesadnej presji, dzięki czemu mogę pojawiać się na meczach i robić swoją robotę, a nie coś na siłę.