Pierwszy mecz tegorocznej PGE Ekstraligi odbył się w Lesznie. Miejscowy beniaminek podejmował najsłabszą na papierze drużynę z Częstochowy. Przebieg spotkania i końcowy wynik nie był zaskakujący. Unia bardzo wysoko pokonała „Lwy” – 59:31. W ekipie Włókniarza dobrze zaprezentował Jaimon Lidsey, który nawiązywał równorzędną walkę z miejscowymi zawodnikami i pokazywał waleczną postawę na dystansie. Na pozytywne wyróżnienie zasłużył również Szymon Ludwiczak. Młodzieżowiec finalnie zdobył 3 „oczka” i bonus, lecz w dwunastym wyścigu dnia długo rywalizował nawet o zwycięstwo z Kacprem Manią, lecz finalnie, po błędzie, spadł na ostatnią pozycję. Nieźle pojechał także Rohan Tungate. Pozostali zawodnicy jednak zawiedli. – Jaimon Lidsey i Szymon Ludwiczak to są te duże pozytywy dzisiaj. Reszta jest jeszcze sporo pod kreską, więc czeka nas wiele pracy. Przede wszystkim będziemy się nastawiać na mecze domowe, ponieważ to będzie dla nas największa szansa – na gorąco po meczu powiedział Mariusz Staszewski dla naszego portalu.
Po groźnej kontuzji na torze ujrzeliśmy Sebastiana Szostaka. Wychowanek klubu z Ostrowa pojechał dwa wyścigi i zdobył tylko 1 punkt. Trzeba jednak podkreślić, że nowy zawodnik Włókniarza bardzo szybko wrócił po poważnym urazie i szkoleniowiec Włókniarza wprost przyznaje, że jego podopieczny potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby odpowiednio wjechać się w sezon – Sebastian czuje się już lepiej, ale widać jeszcze, że sztywno jedzie. Ta długa przerwa na samym starcie sezonu spowodowała to, że nie ma jeszcze tej pewności na motocyklu i jedzie zachowawczo. Trzeba jeszcze trochę meczów, żeby, wrócił do pełnej dyspozycji.
W wyścigu piątym zaiskrzyło nieco pomiędzy Rohanem Tungate’em i Madsem Hansenem. Duńczyk zajechał drogę Australijczykowi, przez ten stracił rytm jazdy. Po biegu nowy zawodnik Włókniarza miał pretensje do kolegi z pary i gestykulował w jego stronę. W gonitwie dziewiątej obaj zawodnicy ponownie stanęli razem pod taśmą. Tym razem to Tungate nie „patyczkował” się z Hansenem. Oba te wyścigi Częstochowianie przegrali w stosunku 5:1. – To jest na tyle fajna drużyna pod kątem charakterów, że, te pretensje szybko potrafimy wyjaśnić i nie ma żadnych „kwasów” w środku. W tej sytuacji też nie widzę problemów na dłuższą metę – wyjaśnił Mariusz Staszewski.
Na początku sezonu fatalnie prezentuje się Franciszek Karczewski. Nie ma znaczenia czy są to spotkania domowe, czy wyjazdowy. 20-latek słabo startuje, a na dystansie nie potrafi niwelować straty do rywali. Podczas inauguracji w Lesznie nie było inaczej. Nie zdobył żadnego punktu, a nawet nie nawiązał walki z przeciwnikami. W dziesiątym biegu został zmieniony Alanem Ciurzyńskim. – Dyspozycja Franka nie wygląda dobrze od początku. Ma swoje problemy, nad którymi cały czas pracujemy. Mimo wszystko to jest początek sezonu i będziemy finalnie oceniać po jego zakończeniu. Wszyscy wiedzą gdzie są, co muszą robić i co nas czeka, więc trzeba wziąć się do pracy – jasno skitował trener Włókniarza.
Aktualny system rozgrywkowy jest dla Włókniarza sprzyjający. Nawet jeżeli biało-zieloni przegraliby wszystkie mecze rundy zasadniczej, to będą mieli szansę na utrzymanie w fazie play-down. Można zatem stwierdzić, że Włókniarz aż do sierpnia może poświęcić czas na testowanie i przygotowanie się do najważniejszych dwóch dwumeczów na koniec sezonu. Mariusz Staszewski ma jednak nadzieję, że „Lwy” nie zakończą rundy zasadniczej z bilansem 0-14. Byłaby to już druga taka sytuacja w karierze trenerskiej wychowanka Stali Gorzów. – Jeśli będzie się przegrywało czternaście meczów, to też jest ciężko później nagle na play-downy zbudować odpowiednie ciśnienie i atmosferę. Liczę na to, że to nie będzie wyglądało tak, że pojedziemy czternaście spotkań, aby tylko je odjechać i powalczymy dopiero w ostatnich dwóch meczach – zakończył szkoleniowiec Częstochowian.




