Lokomotiv Daugavpils zainaugurował Krajową Ligę Żużlową dość sensacyjnie, przegrywając z wracającym po 24 latach Śląskiem Świętochłowice na ich domowym obiekcie. Przed sezonem sporo mówiło się, że to właśnie popularna „Skałka” może być cichym bohaterem dla lokalnej drużyny, ponieważ będzie sporym wyzwaniem dla przyjezdnych, o czym przekonali się Łotysze. Sam Oleg Michaiłow ostatni raz na tym torze był aż osiem lat temu.
„Osiem lat temu tutaj jeździłem ostatni raz. Dużo się zmieniło, to już inny tor. Bardzo piękny stadion. Jechaliśmy na ten mecz jako może faworyci, ale popełniliśmy dużo błędów jako drużyna. Z moich rezultatów: początek był słaby, zmieniłem motocykl. Później miałem dwa z bonusem, dwie trójki. Ostatnie biegi to nie wiem, co to było. Z pierwszego pola przegrałem start, a później było ciężko na trasie walczyć. Bieg 15. też. Koszmar to był dla mnie. To była dętka przednia od koła i miałem defekt. I co mogę powiedzieć? Dwa zera to dla mnie taki bardzo ciężki moment. To jest początek sezonu. Pracujemy dalej. W domu odbywamy dużo treningów. Pojeździmy, potestujemy. Dużo meczów przed nami.”
Michaiłow tego dnia był drugą najjaśniejszą postacią w Lokomotivie. Przy swoim nazwisku zapisał dziesięć punktów z bonusem i tylko on wraz z Davidem Bellego nawiązali realną walkę z gospodarzami. Śląsk szczególnie dobrze rozpoczął pierwszą serię, gdzie wyszedł na sześciopunktowe prowadzenie. Po tym spodziewalibyśmy się, że tak doświadczeni zawodnicy, jacy jeżdżą w Daugavpils, dostosują się do toru.
„Na pierwszy moment, jak wyjechałem na tor, widziałem, że jest taki twardy, ale trzyma. Potrzeba było dużej mocy i pierwsze biegi były ciężkie. Tylko David Bellego miał dobry sprzęt, był przyklejony do toru. Ja nie miałem na pierwszy wyścig takiego sprzętu. Zmieniłem motocykl i później poszło. Bardzo fajny jest ten tor w Świętochłowicach. Troszkę można go zrobić lepiej i w trakcie sezonu będzie tu dużo walki.”
Łotysz zawody zakończył dwoma zerówkami, które miały miejsce bieg po biegu. Najpierw jadąc jako rezerwa taktyczna w biegu czternastym, który przesądził o wyniku spotkania, a potem w ostatniej gonitwie dnia. Czy ta intensywność jazdy bieg po biegu pogubiła zawodnika w ustawieniach?
„Nie. Jestem, można tak powiedzieć, doświadczonym zawodnikiem i to nie pierwszy raz tak jeździłem. Ale taki dziwny tor do ustawień to był i po prostu jak przegrałem start, to ciężko na trasie walczyć. Przegrałem start, zrobiłem kilka błędów i później wróciłem do boksów. Troszkę zmieniliśmy, ale ta dętka zepsuła wszystko… Rezultat jest, jaki jest, i pracujemy dalej.”
Ostatnie sezony raczej dla Michaiłowa nie będą zapamiętane najlepiej. Gdy wyfrunął ze swojego lokalnego klubu do drużyny z Bydgoszczy, nie zawojował zaplecza PGE Ekstraligi. Podobnie było w Polonii Piła, tylko tym razem ponownie startował na najniższym szczeblu rozgrywkowym. Po krótkim epizodzie powrócił do Lokomotivu Daugavpils, gdzie nawet na gorąco po odstawieniu od składu zdecydował się zawiesić swoją karierę. Na początku tego sezonu Łotysz wygląda całkiem dobrze, co może zwiastować powrót do dobrej formy.
„Mam takie trzy lata ciężkie w moim życiu i w życiu sportowym. Po prostu walczę o powrót do dobrej formy. Znowu z powrotem robić dobry rezultat dla drużyny, dla siebie. Sezon jest długi. Chcę być dobry w drużynie, robić jak najwięcej punktów i jak będzie, to po sezonie powiemy.” – mówił Oleg Michaiłow w rozmowie z naszą redakcją.


