Ekstraliga Wpis Wywiad

Emil Sajfutdinow: Mogłem korzystać z tej ścieżki pod płotem

„Anioły” pewnie zwyciężyły w starciu w Częstochowie. Torunianie zdobyli 53 „oczka” i oficjalnie po dwunastej gonitwie świętowali triumf. Trzeba jednak przyznać, że Włókniarz postawił się zdecydowanie bardziej niż ekipie Motoru Lublin. „Lwy” zdołały nawet wygrać wyścig podwójnie, lecz w końcowym rozrachunku na niewiele się to zdało. Mecz ten dostarczył kibicom zgromadzonym na Krono-Plast Arenie dużo więcej emocji niż inauguracja. Zawodnicy szukali prędkość pod samą bandą. Prym wiódł oczywiście Emil Sajfutdinow, który uwielbia taką jazdę. Rosjanin z polską licencją popisał się choćby świetną szarżą w wyścigu dziesiątym, kiedy to po nieco słabszym starcie napędził się po zewnętrznej na pierwszym łuku i wyjechał z niego na prowadzeniu. – Wszystko się dobrze poukładało. To był nas kolejny mecz ligowy i tak do tego podchodziliśmy. Sprawdziliśmy kolejne jednostki i wciąż się ich uczymy. Wyglądało to fajnie. Dobrze startowałem spod taśmy, a jeśli nawet nie udało mi się to miałem dobrą prędkość na trasie. Mogłem korzystać z tej ścieżki pod płotem, ale też próbowałem różnych linii jazdy. Dzisiaj mogliśmy obejrzeć kilka fajnych wyścigów. Było ściganie i na tym to powinno polegać – powiedział tuż po meczu zdobywca płatnego kompletu punktów (11+1).

Mecz w Częstochowie dla klubu z Torunia nie mógł przydarzyć się w lepszym terminie. W pierwszej kolejce bowiem podopieczni Piotra Barona bardzo wysoko polegli na znienawidzonym przez siebie torze w Lublinie, natomiast w drugiej rundzie – inauguracyjnej sezon ligowy na Motoarenie męczyli się z beniaminkiem z Leszna. Finalnie wygrali, ale zaledwie dwoma „oczkami”, co było sporym zaskoczeniem. Wyjazd pod Jasną Górę był pierwszym przekonującej triumfem „Aniołów” w tym sezonie. Mogli oni również potestować jeszcze sprzęt na tle wyraźnie słabszego rywala. Sam Emil przyznaje, że na początku sezonu miał spory problem z silnikiem. – Jeżeli bierzemy pod uwagę Lublin to faktycznie wygląda to coraz lepiej. Wtedy to był dopiero nasz pierwszy mecz. Mieliśmy też sporo pecha. Ja sam miałem wtedy duży problem bo zaczął mi się psuć silnik. Nie czułem go w ogóle, a później całkowicie nawalił. Teraz idziemy w dobrym kierunku, poprawiamy te błędy. Sezon coraz szybciej się rozkręca, będzie lepsza pogoda i powinno być coraz lepiej. Najważniejsze, żeby omijał nas pech a my będzie walczyć i będzie dobrze – zapowiedział Sajfutdinow.

36-latek miał także epizod we Włókniarzu w 2013 roku. Nie był on jednak do końca udany, ponieważ żużlowiec z Saławatu zaliczył poważną kontuzję w półfinale przeciwko… ekipie z Torunia, która wykluczyła go z końcówki sezonu. Drugim problemem były pieniądze, których tamtejsza władza Włókniarza nie wypłaciła zawodnikowi. Mimo wszystko dwukrotny mistrz świata juniorów lubi przyjeżdżać na tor do Częstochowy. – Zawsze pozytywnie wspominam te czasy, pomimo różnych sytuacji. Bardzo lubię przyjeżdżać na ten tor. Dobrze się tutaj czuję, jest fajna atmosfera, fajny park maszyn także same pozytywne odczucia – zakończył Emil Sajfutdinow.