Dla Szymona Ludwiczaka zbliżający się ku końcowi tydzień był gorzko-słodki. Zaczął się bardzo słabo, ponieważ we wtorkowej rundzie U24 Ekstraligi na toruńskiej Motoarenie zaliczył pięć zer. Następnego dnia było już zdecydowanie lepiej podczas Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów w Ostrowie. 19-latek zdobył w nich 12 „oczek” i był liderem drużyny. Z dobrej strony pokazał się również w najważniejszych zawodach tego tygodnia, czyli rywalizacji w PGE Ekstralidze przeciwko Unii Leszno. Ludwiczak przy swoim nazwisku zapisał 5 punktów i dwa bonusy, a na rozkładzie pokonanych znalazł się dwukrotnie Nazar Parnitskyi. – Wtorek był dniem, który zdecydowanie chcę pominąć i wymazać z pamięci. Wtedy nic mi nie pasowało i wszystko poszło nie tak. Byłem zły po tych zawodach, ale to nic dziwnego. Wiem, że takie dni się zdarzają. Z drugiej strony może to było potrzebne. Na drugi dzień mieliśmy zawody DMPJ w Ostrowie i było dużo lepiej. Zrobiłem wtedy 12 punktów. Dzisiaj było okej. Początek był dobry. Potem już troszeczkę gorzej, ale trochę udało się powalczyć. Cieszę się, że to idzie w dobrą stronę – na gorąco powiedział Ludwiczak.
Drużynowo Włókniarz odniósł dziewiątą porażkę w sezonie i wciąż pozostają bez zwycięstwa. Do połowy meczu biało-zieloni dzielnie się trzymali i przegrywali tylko dwoma „oczkami”. Od wyścigu dziesiątego jednak goście byli już dużo lepsi od „Lwów”. W ostatnich sześciu wyścigach meczu trzykrotnie wygrali podwójnie i ostatecznie triumfowali 52:38. – Trudno mi odpowiedzieć co poszło nie tak na świeżo, od razu po meczu. Do 9. biegu może nie było wszystko po naszej myśli, bo przegrywaliśmy, ale tylko dwoma punktami. Była nadzieja i szansa, aby wygrać ten mecz. Potem zaczęliśmy przegrywać głównie starty i od tego zaczął się problem – wyjaśnił 19-latek.
W gonitwie dwunastej Włókniarza reprezentowała para Ludwiczak-Miśkowiak. Na początek to junior przyblokował nieco kolegę z drużyny. Wydawało się, że nie było to intencjonalne, ponieważ młodzieżowiec nie widział partnera jadącego bliżej zewnętrznej. W późniejszej fazie wyścigu jednak kapitan Włókniarza wziął przykład z Leona Madsena i postanowił bardzo ostro wywieźć swojego doparowego daleko pod bandę. Z perspektywy trybun wydawało się, że zawodnicy dysponują podobną prędkością, a Miśkowiak nie miał już szans na dogonienie Parnitskyi’ego. Po wyścigu kibice gwizdami jasno pokazali, że nie takiej jazdy oczekują od swojego kapitana. Zawodnicy dyskutowali jeszcze przy wjeździe do parku maszyn. Trener Mariusz Staszewski w ramach rezerwy zwyklej, zastąpił Miśkowiaka Ludwiczakiem w wyścigu czternastym, co może być bardzo wymowne w kontekście sytuacji sprzed kilku minut. – Nie dogadaliśmy się na torze i musimy sobie to na spokojnie przegadać. Po meczu jeszcze nie rozmawialiśmy, ale wiem, że wszystko będzie dobrze. Taki jest żużel i czasem się po prostu takie coś zdarza. Nie wiem czy w ramach rekompensaty był ten 14. bieg za Kubę, ale cieszę się, że dostałem taką szansę od trenera – zakończył Rybniczanin.











