Bartłomiej Kowalski stał się bohaterem wrocławskiej Sparty, zdobywając dziesięć punktów z dwoma bonusami. Dodatkowo świetna jazda w biegu piętnastym zawodnika występującego na pozycji U24 pozwoliła Wrocławianom wywieźć 2 punkty z Gorzowa. Zapraszamy na rozmowę z bohaterem piątkowego wieczoru.
Bardzo cieszy wrocławskich kibiców świetna postawa „BiKeya” w spotkaniu wyjazdowym. W poprzednim sezonie szczególnie forma „w delegacjach” była jego piętą achillesową. Średnia w biegach wyjazdowych wynosiła zaledwie 0.824 pkt/bieg. Zapytaliśmy co się zmieniło przez okres zimowy, że mamy tak pozytywną zmianę. Dodatkowo mieliśmy okazję obserwować zachowanie podczas każdego biegu z udziałem Kowalskiego, jego dziewczyny Zuzanny, która oglądała zawody w niedalekiej odległości od nas. Dopytaliśmy również o tę kwestię, jak wpływ na występy Bartłomieja ma jego partnerka. – Dużo zmian poczyniłem przede wszystkim w sobie, bo sprzęt mam ten sam, co w poprzednim sezonie, ale chciałbym tonować emocje. To dopiero pierwszy wyjazdowy mecz w sezonie. Liga dopiero rusza, więc tutaj byłbym ostrożny, ale na pewno będę się starał i będę pracował, aby te wyjazdy były o niebo lepsze, niż te z poprzedniego sezonu i oby wyglądały przynajmniej jak ten dzisiejszy. Moja dziewczyna bardzo dużo mi pomaga czy to w rzeczach związanym z żużlem, czy mentalnych. Bardzo mnie odciąża, ściąga z głowy bardzo wiele. Jest po prostu częścią mojego teamu, tak samo jak mechanicy czy również rodzice. Wszyscy ciągniemy razem ten wózek, więc na pewno bardzo mocno mnie wspiera. A ja w momencie wjazdu na stadion odcinam się całkowicie. Nie patrzę na dom czy na trybuny tylko skupiam się na zawodach – wyjaśnił Kowalski w rozmowie z naszych portalem.
Dopytaliśmy również 24-latka czy spodziewał się tak ciężkiej przeprawy na stadionie w Gorzowie. – Powiem szczerze, że tak. Wiedziałem, że to nie będzie łatwy i przyjemny mecz. Miałem takie przeczucie od samego początku i z takim nastawieniem tutaj przyjechałem – dodał.
W pierwszym biegu starszy z braci Kowalskich upadł po starciu z Jackiem Holderem. Zapytaliśmy jak ten wypadek wyglądał z jego perspektywy, jak do niego doszło i jak on się czuje. – Po upadku nic poważnego mi się nie stało. Było po prostu ciasno i zahaczyłem o Jacka Holdera, lub on zahaczył o mnie i po prostu musiałem zrobić tam uślizg, bo nie byłem w stanie utrzymać się na motocyklu. Powtórzyliśmy w czwórkę i w sumie dobrze wyszło – krótko uspokoił fanów zawodnik U24 Sparty Wrocław.
Występ Kowalskiego może na pewno ucieszyć sympatyków żółto-czerwonych, lecz sam zawodnik tonuje emocje i nie wpada w zachwyt. Wie, że to jest początek sezonu i tak naprawdę dopiero zaczyna się ściganie. W przyszłym tygodniu wraz z drużyną „BiKey” uda się do Grudziądza, gdzie tor może wyglądać podobnie do tego z piątkowego wieczora.






