KLŻ News Wpis

Lech Kędziora o Miłoszu Wysockim: Trzeba trzymać fason

Wybrzeże Gdańsk pewnie jedzie po awans do Metalkas 2. Ekstraligi. Po początkowym maratonie remisów gdańszczanie obrali w końcu zwycięską ścieżkę i, dzięki równej formie oraz braku kontuzji w zespole, pędzą po pierwsze miejsce na koniec fazy zasadniczej. Działacze nadmorskiego klubu prężnie działają, by dodatkowo polepszyć sytuację drużyny. Potwierdza to transfer Mateusza Bartkowiaka w miejsce Miłosza Wysockiego, który po pierwszej części sezonu notował średnią na poziomie zaledwie 1,125 pkt/bieg.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Wysocki otrzymywał chociaż pojedyncze starty w pewnie wygrywanych spotkaniach. W opublikowanych kulisach ze starcia w Niemczech zauważyliśmy jednak ciekawą rozmowę pomiędzy 22-latkiem a trenerem drużyny – Lechem Kędziorą. Zawodnik był ewidentnie zawiedziony odstawieniem go od składu, z kolei szkoleniowiec nie miał ochoty tłumaczyć się przed kamerami ze swojej decyzji. Po niecałych dwóch tygodniach wychowanek GKM-u Grudziądz wydał w tej sprawie oświadczenie na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Postanowiliśmy przeprowadzić krótką rozmowę z Lechem Kędziorą odnośnie całej sytuacji:

Jesteście najrówniejszą drużyną z całej Krajowej Ligi Żużlowej, ale dążycie do perfekcji i potwierdza to chyba transfer Mateusza Bartkowiaka. Co stało za wyborem akurat tego zawodnika?

„Na tej pozycji był Miłosz Wysocki, a jego wyniki na mecie były dla nas niezadowalające. Ten zawodnik ma duże możliwości, ale do tej pory nie wniósł niczego ciekawego do naszej drużyny. Dlatego zdecydowaliśmy się na zmianę, żeby znów czegoś nie przespać. Mamy konkretne zadanie – wejść o jeden stopień wyżej i o to walczymy. Nie cofniemy się, stąd decyzja o sprowadzeniu Bartkowiaka. Chcieliśmy też w ten sposób zmobilizować Miłosza. Jak to ostatecznie wyjdzie, zobaczymy. Na razie Mateusz też źle nie jedzie i robi swoje.”

A skąd pomysł na wybór właśnie Mateusza Bartkowiaka? Nie było zbyt dużej konkurencji na rynku?

„Nie było dużej konkurencji, był wolny, więc skorzystaliśmy z tej oferty.”

Na waszych kulisach z wyjazdu do Landshut pokazano pana krótką rozmowę z Miłoszem, a następnie opublikowano swego rodzaju oświadczenie. Jak całą tę sytuację widzi Lech Kędziora?

„Cała ta sytuacja pokazuje też, jaką osobą jest Miłosz. To zawodnik, który jest wytypowany na zawody, musi być w parkingu i pozostawać do dyspozycji. A decyzję o tym, czy ostatecznie pojedzie, mogę zmienić nawet na 10 minut przed biegiem. Tym bardziej że byliśmy po próbie toru. Decyzja była taka, a nie inna. Trzeba się z tym pogodzić, trzymać fason, a nie siedzieć cały czas w telefonie.”

W razie potencjalnego awansu macie tutaj mocny trzon drużyny. Widziałby pan zawodników, z którymi chciałby współpracować dalej, nawet w wyższej lidze? Wielu z nich ma naprawdę papiery na jazdę.

„Zgadza się, ale w tej chwili skupiamy się na walce o awans. Walczymy, a jednocześnie rozmawiamy w kuluarach z menedżerem i całym sztabem. Mamy już pewne przemyślenia z tym związane, tak to na ten moment wygląda” – mówił Lech Kędziora w rozmowie z naszym portalem.