Od kilkunastu lat w Polsce rozwija się żużel amatorski, nieco w cieniu profesjonalnych lig, ale z roku na rok przyciąga coraz większe grono pasjonatów. Obecnie w Polsce działa ponad stu amatorów (wliczając byłych licencjonowanych żużlowców), a zainteresowanie tą formą rywalizacji systematycznie rośnie. Nie jest to zresztą zjawisko nowe, bowiem już w latach dwutysięcznych funkcjonowała w Polsce amatorska liga żużlowa rozgrywana w formie dwumeczów. Szczególnym przykładem były Świętochłowice, gdzie mimo braku profesjonalnego żużla działał prężny ośrodek amatorski. Na zawody przychodziło wielu kibiców, którzy żywiołowo dopingowali swoich zawodników, pokazując, że zapotrzebowanie na żużel niezależnie od poziomu, wciąż jest duże. Co istotne, w tym roku Świętochłowice wróciły również do rozgrywek ligowych, ponownie zaznaczając swoją obecność na żużlowej mapie Polski.
Jedną z grup zajmujących się organizowaniem amatorskich zawodów żużlowych jest BASC. W tym roku organizowany jest Budex International Amateur Speedway Cup 2026 czyli piąta edycja znanego w Polsce i za granicą cyklu zawodów, obejmującego rywalizację indywidualną i drużynową zawodników różnych narodowości.
Rywalizacja odbywa się zazwyczaj w podziale na grupy odpowiadające poziomowi sportowemu (osobna grupa przeznaczona jest dla byłych profesjonalistów), a biegi rozgrywane są na dystansie dwóch okrążeń. Każdy zawodnik ma zagwarantowany co najmniej pięciokrotny wyjazd na tor: jedną próbę toru (trwającą od 1,5 do maksymalnie 2 minut) oraz cztery biegi rundy zasadniczej. Dla najlepszych uczestników przewidziana jest dalsza część rywalizacji. Po rundzie zasadniczej odbywają się półfinały oraz finał w zależności od decyzji organizatora lub jury w dniu zawodów, biegi te rozgrywane są na dystansie dwóch lub trzech okrążeń. Różnice poziomu sportowego bywają zauważalne, jednak wszystkich uczestników łączy jedno: autentyczna pasja do czarnego sportu.
Choć czasem żużel bywa zestawiany ze speedrowerem, podobieństwa są raczej symboliczne. O ile w obu dyscyplinach ściganie odbywa się w lewo po owalnym torze, w czteroosobowej obsadzie, na dystansie czterech okrążeń, na sprzęcie bez hamulców, o tyle na tym podobieństwa się kończą.
Ciekawym przykładem przenikania się tych światów jest Paweł Szkudlarek, który należy również do naszego #TeamŻużlowyDegustator. Mistrz świata w speedrowerze, który postanowił spróbować swoich sił w żużlu amatorskim. Podczas I rundy cyklu Budex International Amateur Speedway Cup 2026 na torze w Rawiczu zaliczył swój debiut i zrobił to w imponującym stylu. Jego udany występ rodzi naturalne pytanie czy była to jednorazowa przygoda, czy początek dłuższej historii z żużlem?
Na te pytania odpowie nam sam Paweł Szkudlarek:
Jakie były Twoje pierwsze odczucia po przesiadce ze speedrowera na motocykl żużlowy i co zaskoczyło Cię najbardziej?
Pierwszym odczuciem był delikatny strach i niepewność, wynikająca z tego, że nie miałem do końca do siebie zaufania. Nie wiedziałem, czy nic sobie nie zrobię albo czy opanuję sprzęt. Była też taka fajna nutka adrenaliny, której najbardziej mi brakowało w speedrowerze. Zaczynało mi jej tam brakować i to jest zarazem to, co mnie najbardziej zaskoczyło, poziom przyjemnej adrenaliny, nie strachu, chęć jazdy coraz szybciej, mocniejszego odkręcenia gazu i jazdy na limicie.
Czy doświadczenie zdobyte w speedrowerze pomogło Ci w debiucie na torze w Rawiczu? W jakim aspekcie najbardziej?
Przede wszystkim pomogło mi ono psychicznie się opanować w Rawiczu, bo jednak przed pierwszym biegiem byłem mocno zestresowany. Nigdy nie startowałem na torze żużlowym z żadnym zawodnikiem obok siebie, a już podczas pierwszego wyścigu było nas czterech, ale gdy już wystartowaliśmy, wyłączyłem myślenie i automatycznie to już poszło. Nie można tak dokładnie porównać speedroweru do żużla, bo są to jednak dwa zupełnie różne sporty, różniące się techniką i zachowaniem na torze.
Spodziewałeś się, że swój pierwszy start w cyklu zakończysz zwycięstwem?
Absolutnie nie, byłem nastawiony na to, aby się dobrze bawić. Przed pierwszym biegiem chciałem po prostu dojechać cało te zawody i udało się. Przede wszystkim, gdy udało się wejść do półfinału, to pojawiło się nastawienie na wejście do finału, więc tutaj był już taki mały, kolejny cel. Stres też już wszedł na wyższy poziom, a w finale nastawienie było już bojowe, że zrobię wszystko, żeby wygrać, i się udało.
Na ile poważnie traktujesz swoją przygodę z żużlem? Czy to jednorazowy epizod, czy realny kierunek na przyszłość?
Od kilku lat żużel bardzo mi siedzi w głowie i bardzo chciałem to robić, jednak traktuję to jako zabawę i coś dodatkowego, bo moją główną dyscypliną jest speedrower i w tym mam największe osiągnięcia i najdłużej to robię. Ale ten żużel, nie powiem, chciałbym traktować coraz poważniej i uczestniczyć w coraz większej liczbie zawodów, na coraz wyższym poziomie. A co wyjdzie z tego dalej, zobaczymy po tym sezonie. Na pewno nie był to jednorazowy epizod. Już czekam na termin kolejnych zawodów, aby zgrać to ze speedrowerem i wszystkimi dyscyplinami sportowymi, które uprawiam, żeby było to możliwe. Chcę czerpać z tego frajdę i jak najwięcej jeździć, zarówno na żużlu, jak i na speedrowerze.
Jak reagują Twoi znajomi ze środowiska speedrowerowego na Twoje wejście w świat żużla?
Moi znajomi reagują bardzo pozytywnie. Ci najbliżsi to, tak jak ja, zapaleni fani żużlowi. Gdy tylko dowiedzieli się, że zaczynam startować i coś z tego może być, że można się zakręcić wokół sprzętu żużlowego, parkingu i pobyć w tym sporcie od kuchni, bardzo się ucieszyli, są równie podekscytowani. Myślę więc, że całe moje otoczenie bardzo fajnie reaguje na ten mój epizod i bardzo mnie wspiera. Wszyscy są bardzo pozytywnie nastawieni.
Pawłowi życzymy wszystkiego dobrego i sukcesów na nowej drodze sportowego życia.
Materiały udostępnione za zgodą Pawła





