Po niedzielnym starciu z gorzowską Stalą można rzec, że ekipa Drużynowych Mistrzów Polski nabiera wiatru w żagle. Wszyscy zawodnicy pojechali jak to w żużlu mawiamy „swoje”, a my przysłuchiwaliśmy się co do powiedzenia miał zagraniczny tercet zawodników PRES-u Toruń.
Robert Lambert
Robert Lambert w swoim stylu zanotował bardzo solidny występ na toruńskiej Motoarenie. Na koniec meczu Brytyjczyk miał w swoim dorobku 10 punktów i aż 3 bonusy.
– Robert, co sądzisz o dzisiejszym spotkaniu?
– Bardzo ważne, abyśmy wygrywali wszystkie spotkania u siebie i dać sobie jak największą szansę na play-off. Jesteśmy w dość trudnej sytuacji, musimy wygrywać, udało się, więc jestem szczęśliwy.
– Czy twój nienajlepszy występ we Wrocławiu można nazwać wypadkiem przy pracy? Przed tamtym meczem zdobyłeś komplet w Toruniu.
– Wiesz, może gdybyś tam był i widział jak padało może byś zrozumiał co poszło nie tak. Nie tylko ja pojechałem źle, Brady też miał kiepski mecz. Przed spotkaniem czułem się bardzo szybki. Gdyby nie deszcz byłoby inaczej. Robiliśmy korekty i dawały pozytywne efekty, ale i tak byliśmy zawsze o krok do tyłu w porównaniu do gospodarzy. Owszem nie byłem zadowolony, ale zostawiliśmy to za sobą i postaraliśmy się, żeby się to nie powtórzyło.
– A co myślisz o dzisiejszym torze? Na przestrzeni kilku biegów czasy zmieniały się o 3 sekundy. To dość dynamiczna ewolucja toru w trakcie zawodów.
– Tak może być, wiesz, są wolne wyścigi po równaniu toru, bo na nawierzchni zalega woda. Kiedy temperatura wynosi około 20 stopni, trzeba dolewać wody, żeby wszyscy kibice nie poszli do domu cali brudni. Więc niestety, ale musimy tak robić, myślę, że to i trochę twardsze opony przyczyniają się do wolniejszych czasów. Gdy tor jest twardy i mokry to trudno jechać w kontakcie.
Mikkel Michelsen
Odbudowywać wydaje się także Mikkel Michelsen, który zdobył w tym meczu 8 punktów z 2 bonusami.
– Trener Baron powiedział, że wykonałeś kawał dobrej roboty i przetestowałeś niemalże wszystko od nowa.
– Jak to mówią, latająca wiewiórka zawsze znajdzie orzecha. Dzisiaj było na pewno lepiej, ale to ciągle nie jest to. Nie czuję się komfortowo z moją prędkością i startami. Ciężko przepracowaliśmy minione dwa tygodnie. Zmienił się tor, zmieniły się opony więc jest wiele zmiennych. Gdybym nie skończył ostatniego biegu z przebitą oponą, to pewnie byłbym w stanie zdobyć więcej punktów i byłbym w ów czas bardziej zadowolony.
Norick Blödorn
Swoje zrobił także zawodnik jeżdżący w roli u24 – Norick Blödorn. W dorobku sympatycznego Niemca znalazło się 5 punktów i dwa bonusy, co jest o 1 „oczko” więcej niż oczekuje od niego trener Piotr Baron.
– Jak odczucia po dzisiejszym meczu?
– Kawał dobrego ścigania. Z początku było sporo remisów ale udało się przełamać i wygrać parę biegów. Publiczność powinna być zadowolona.
– Nie udało się podtrzymać passy wygranych biegów 12 z Antkiem Kawczyńskim.
– Nie bardzo wiem, co się stało. Już w głowie wpisywałem 3 lub 2 z bonusem do programu. Tor był dziś wspaniały i było naprawdę wiele ścieżek. Wyjechaliśmy z Antkiem na szeroką szukać materiału, ale niestety szeroka dziś nie niosła tak dobrze. Mathias wjechał pod nas przy kredzie i trochę mnie to zdziwiło. Antek próbował napędzać się po szerokiej, jechałem jego śladem, ale nie wystarczyło nam to, żeby odbić pozycje. Szkoda, ale remis w biegu nie jest tragedią.
– Jesteśmy w połowie rundy zasadniczej, jak podsumowałbyś sezon do tego momentu?
– Kilka lat jeździłem w niższych ligach, ale po przyjściu tutaj rozmawiałem nawet z Emilem, który powiedział mi, że zawsze lepiej ścigać się z najlepszymi bo daje to lepszy punkt odniesienia dla własnych umiejętności. Uważam, że to była bardzo dobra decyzja, żeby wejść na poziom ekstraligowy, a punkty które zdobywam na razie mnie satysfakcjonują. Zawsze staram się być lepszy od samego siebie, ale płatna siódemka z dzisiaj jest bardzo zadowalająca. Trudność sprawiają mi mecze wyjazdowe, ale ja skupiam się głównie na domowych.
– Rozstałeś się ze swoimi mechanikami, czy zdradzisz nam powód?
– Nic szczególnego, po prostu się rozstaliśmy. Czasami po prostu tak jest, raz ja nie do końca byłem zadowolony z czegoś, raz oni, ale dalej mam z nimi dobry kontakt.
– Więc kto teraz u Ciebie pracuje?
– Mój tata wrócił do mojego teamu. W sumie to mi się to podoba, był ze mną całą moją karierę i naprawdę ma dużą wiedzę. Pracuje z nami też Marcin Nowakowski, który jest z Torunia. Mam też warsztat tu w Toruniu, więc mogę trenować tu więcej, ponieważ do tej pory miałem warsztat w Niemczech.
– Czy sytuacja z mechanikami wpłynęła na relacje z klubem?
– Mam nadzieję, że nie. Jak już wspomniałem, nie ma żadnej złej krwi. Wiadomo, to nigdy nie jest dobre, kiedy musisz robić takie zmiany w trakcie sezonu. Myślę, że stało się jak się stało i nikt nie ma do nikogo wielkiego żalu. Ja dalej jestem wdzięczny za wsparcie od klubu, pomagają mi jak mogą i bardzo to doceniam.
Następny mecz ekipa z Torunia jedzie w Lesznie. Rozpoczniemy tym samym walkę o punkty bonusowe, a o ten na stadionie im. Alfreda Smoczyka będzie szczególnie trudno, bowiem „Byki” przegrały w Toruniu w stosunku 44:46. Sezon nabrał rumieńców, a my nie możemy się doczekać kolejnych kluczowych rozstrzygnięć i zawirowań w tabeli.











