KLŻ News Wpis

Tomasz Orwat o powrocie do ligowego ścigania: nie chcę zapowiadać jakiejś wielkiej walki o skład.

W ostatnich dniach dość głośno zrobiło się o ambicjach Tomasza Orwata, który chciałby powalczyć o miejsce w klubach z Krajowej Ligi Żużlowej. Postanowiliśmy to zweryfikować i porozmawiać z samym zainteresowanym, który opowiedział nam o tym, jak wygląda jego podejście do żużla oraz do swojej nowej pasji, mianowicie rajdów motocyklowych.

Nikodem Kamiński (Żużlowy Degustator): Jak wygląda sytuacja z potencjalnym powrotem na motocykl?

Tomasz Orwat: Sytuacja jest taka, że mam podpisany kontrakt warszawski i pewnie na jakiś trening do nich (Śląska Świętochłowice dop. red.) pojadę. Jeśli dobrze wypadnę na treningach, to będziemy mieli o czym rozmawiać i o czym myśleć. Na tę chwilę sytuacja wygląda tak, że nigdzie nie trenowałem. Myślami jestem bardziej przy Rajdzie Maroka i przy przygotowaniach do tego rajdu, który odbędzie się w październiku. A jeśli chodzi o żużel, to niczego nie wykluczam, ale też za wiele tutaj nie planuję. Raczej w przypadku Tomasza Orwata w żużlu na pierwszym planie jest moja rola i współpraca z Canal+, a niekoniecznie ściganie się na torze. Tak, planuję potrenować gdzieś tutaj, bliżej domu. Pewnie jakiś trening w Poznaniu wpadnie, jak tor będzie gotowy. Ale jeśli chodzi o walkę o skład, to pojadę na jakiś trening, jeśli będę miał taką możliwość. Jeśli wypadnę dobrze, to będziemy mogli o czymś więcej porozmawiać. Na tę chwilę nie mam jednak planu i nie chcę zapowiadać jakiejś wielkiej walki o skład, bo nie ma takiej potrzeby.

Może właśnie te motocyklowe rajdy będą takim zastępstwem czynnego uczestnictwa w żużlu?

Dokładnie. Generalnie tak to wygląda, że te rajdy pojawiły się jako zastępstwo, ale można się w nich spełniać w zupełnie czymś innym. To inny sposób organizowania tych zawodów, przeżywania ich. Nowe doświadczenie, które jest po prostu wspaniałe. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć, albo chociaż obejrzeć całe zawody na GoPro. Jakoś tak wyszło, że postanowiłem spróbować swoich sił w czymś innym. Nie chcę mówić od razu o zakończeniu kariery, ale generalnie zmierza to raczej w tym kierunku – w stronę odejścia od żużla i zaprzestania ścigania się. Jeszcze w 2024 roku, jak startowałem w Opolu i byłem bardziej członkiem klubu, zdałem sobie sprawę, że to może się zaraz zakończyć, po prostu zginąć śmiercią naturalną.

Ale uznałem, że moje zakończenie przygody sportowej nie musi tak wyglądać. Wpadłem na pomysł, że fajnym celem byłby Rajd Dakar. Zrobiłem pierwsze kroki, żeby w ogóle się tam dostać, skontaktować się w Polsce z kimkolwiek, kto ma o tym pojęcie. Udało się przeprowadzić trening pod Warszawą, potem treningi w Dubaju, a w listopadzie zaliczyłem tam start. Fajnie to wyszło, złapałem bakcyla. W sumie nie ma dnia, żebym o tym nie myślał i nie kombinował, jak to zrobić, żeby ten Dakar stał się realny jak najszybciej. Dlatego nastawiam się na to, żeby w tym roku pojechać w Rajdzie Maroka. A jeśli chodzi o żużel, to nie chcę mówić, że to już koniec, bo na pewno jeszcze w tym roku usiądę na motocykl. Ale nie mam wielkich planów i nie będę hucznie zapowiadał, że pojadę do Świętochłowic na treningi, wygram ze wszystkimi i będę się ścigał w lidze jako zawodnik Śląska.

Wspomniane treningi raczej bliżej domu, czy wybierze się pan do Świętochłowic?

Na początku na pewno bliżej domu, bo nie chcę generować sobie kosztów. Jak potrenuję tutaj w Poznaniu czy gdzieś indziej na tyle dużo, żebym czuł się swobodniej na motocyklu i uznał, że to odpowiedni moment, by móc się z kimkolwiek sprawdzić, to pewnie pojechałbym do Świętochłowic, żeby się tam pokazać i pościgać spod taśmy. Tak to na ten moment widzę. Mam swój sprzęt jeszcze, dokładniej dwa motocykle.

Widać po panu, że przygoda w Opolu wyleczyła pana z żużla, za to zaraziły pana rajdy motocyklowe. Mam rację?

Mówiąc w skrócie: dokładnie tak jest. Myślę, że w Opolu odechciało mi się żużla, a pomysł z rajdami pojawił się przed moimi treningami w Dubaju. Nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać, bo nigdy nie jeździłem w takim terenie, a ten motocykl to też nie jest zwykła crossówka, tylko zupełnie coś innego. Nie wiedziałem, czy się sprawdzę. Dopiero po tych treningach, jak chwilę pojeździłem, stwierdziłem, że to faktycznie coś ciekawego i fajnego. Kiedy po paru dniach jazda zaczęła mi dawać dużo satysfakcji, uznałem, że w to idziemy i angażujemy się na 100%. Choć to zaangażowanie na 100% nie jest proste, bo w Polsce brakuje do tego odpowiedniego terenu. Obecnie organizuję sobie własny motocykl. Jeszcze trochę to zajmie, ale w tym roku na pewno będę go już miał i będę mógł trenować na „dakarówce” choćby na tutejszych torach motocrossowych, żeby obyć się z tym konkretnym sprzętem. Tak to mniej więcej klaruje się w tym temacie.

W Canal+ w przyszłym sezonie będziemy mogli pana regularnie oglądać?

Mam taką nadzieję.

Dziękuje za rozmowę.

Również dziękuję.