Po meczu Wybrzeża Gdańsk z Trans MF Landshut Devils, udało nam się zadać choćby kilka pytań w parku maszyn. Opinię o meczu przekazali Tim Sorensen – lider Wybrzeża i Kim Nilsson – najrówniejszy tego dnia zawodnik Devils. Kilka słów również przekazał trener Wybrzeża, świętujący swoje
70-te urodziny.
Tim Sorensen
Tim, Świetny występ w twoim wykonaniu dzisiaj. Jakie są twoje odczucia po tym meczu?
– Mam naprawdę dobre odczucia. Szkoda tylko, że w czwartym biegu złapałem „gumę”. Poza tym jednak myślę, że osiągnąłem dobry wynik. Tak naprawdę straciłem tylko jeden punkt i trochę zabrakło mi szczęścia. Ogólnie jednak czuję się dobrze i jestem zadowolony z występu.
Pierwsze trzy biegi kończyłeś z trzema punktami, a później pojawił się bieg za jeden punkt. Możesz powiedzieć, co się wtedy wydarzyło?
– Przez trzy okrążenia jechałem za Pieszczkiem. Na ostatnim łuku eksplodowała mi opona i nagle straciłem całą prędkość. Ale w żużlu nie chodzi o wyprzedzanie kolegi z drużyny. Trzeba go chronić i pomagać zespołowi. Właśnie to lubię w speedwayu — to sport drużynowy i dlatego ścigam się w taki sposób. Miałem dziś dobrą prędkość. Nie zmienialiśmy praktycznie niczego w ustawieniach. W ostatnim biegu razem z Jonasem też byliśmy bardzo szybcy, ale prowadziliśmy już jako drużyna, więc nie było potrzeby ryzykować i walczyć między sobą. Najważniejsze było bezpiecznie dojechać do mety.
Jak czujesz się w Gdańsku?
– To bardzo fajne miasto. Lubię tutaj przyjeżdżać, trochę jak do drugiego domu. Moja dziewczyna również dobrze się tu czuje, podobnie jak cały mój team. Świetnie współpracujemy z klubem, juniorami i mechanikami, więc wszyscy jesteśmy zadowoleni.
Kim Nilsson
Kim, przede wszystkim gratuluję dobrego ścigania dzisiaj. Chciałem zapytać, jakie są twoje odczucia po powrocie do Gdańska?
– To miłe miejsce, blisko lotniska, fajne miasto. To także tor, który lubię. Zazwyczaj notuję tutaj udane występy, więc zawsze dobrze wrócić do Gdańska.
W pierwszym biegu zdobyłeś jednak zero punktów. Czy to była kwestia ciasnego pierwszego łuku, czy wydarzyło się coś innego?
– Popełniłem błąd już na starcie. Ruszałem spod pierwszego pola i zostałem zamknięty przy krawężniku, więc niewiele mogłem zrobić. Obaj zawodnicy z Gdańska byli przede mną, a ja wybrałem złą ścieżkę. Wszyscy jechali przy wewnętrznej, a ja zaryzykowałem jazdę szerzej, ale to się nie opłaciło i po pierwszym wyścigu byłem trochę rozczarowany.
Później było już jednak lepiej?
– Tak, później sytuacja się poprawiła. W czwartym starcie miałem jeszcze pewne problemy z motocyklem. Planowałem zmienić motor na dwa ostatnie biegi, ale później dowiedziałem się, że pojadę już tylko raz, więc zostałem przy tym samym sprzęcie. Ogólnie było w porządku, bo sama jazda dawała dobre odczucia. Myślę jednak, że nie znaleźliśmy dziś idealnych ustawień, szczególnie jeśli chodzi o starty.
Lech Kędziora
Panie Trenerze, przede wszystkim wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Chciałem zapytać, czego życzy pan sobie na kolejne lata?
– No co, zdrowie mam [śmiech]. Chciałbym żeby Wybrzeże awansowało. To jest nasz główny cel – zarówno mój, jak i zawodników, którzy chcą ścigać się ligę wyżej. Myślę, że w tym sezonie robimy wszystko, żeby to się nam udało. Będą jeszcze ciekawe wyścigi i będziemy się pięli do góry.
Chciałem jeszcze zapytać Pana o ocenę dzisiejszego meczu.
– Myślę, że dobrze wykorzystaliśmy ten nasz tor, który jest dość tajemniczy i się zmieniał. Goście też nie mogli się dopasować – raz tak, raz tak, trzy, trzy czy tam dwa, dwa i później były zera. My z kolei cały czas pracujemy nad tym, żeby jak najlepiej przygotować się do takich warunków. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie będzie łatwy przeciwnik i że czekają nas ciekawe zawody – pokazał to już poprzedni sezon. Przygotowaliśmy na to, żeby dzisiaj to moje święto się udało. Także dziękuję drużynie i kibicom, że przyszli.











