Przed finałem Drużynowych Mistrzostw Europy w Rzeszowie chyba mało kto zakładał, że zawodnikiem z największą liczbą punktów w naszym zespole będzie drugi z Bartoszów – nie Zmarzlik, a Bańbor. Junior Motoru Lublin wykręcił na podkarpackim owalu 14 oczek, co jednak nie wystarczyło Biało-Czerwonym do sięgnięcia po upragnione złote medale. Po zawodach niespodziewany bohater polskiej kadry narodowej podzielił się z nami swoimi wrażeniami z jazdy.
– Jestem bardzo zadowolony ze swojego występu. Nie spodziewałem się takiego wyniku, zdecydowanie nie ma na co narzekać – zaczął 19-latek, który swój pierwszy programowy występ zaliczył dopiero po drugim równaniu toru. Bańbor był jednak przygotowany na te okoliczności, dysponując sporą wiedzą na temat rzeszowskiego obiektu.
– Nie zmieniałem za wiele w ustawieniach. Znam ten tor i po przejechaniu się po nim na treningu, wiedziałem, czego się spodziewać. Znam też tutaj dobre ścieżki, więc nie robiło mi różnicy, że wyjechałem dopiero w 9. biegu. Wiedziałem, co mam robić – mówi w pomeczowej rozmowie. – Nie spodziewałem się tylu biegów. Wiedziałem natomiast, że muszę pojechać swoje wyścigi programowe jak najlepiej i pokazać się z dobrej strony, żeby dostać kolejną szansę. Stało się to nawet szybciej, więc cieszę się też, że trener mi zaufał – nie krył radości.
Za każdym razem, gdy zawody tego typu odbywają się z udziałem reprezentacji Polski, kibice żądają złotych medali. Biało-Czerwoni najczęściej dobrze wywiązują się z roli faworytów, ale sobotnie zmagania na Podkarpaciu były odstępstwem od tej reguły. To Duńczycy zapewnili sobie triumf na trzy wyścigi przed końcem, a naszej kadrze narodowej przypadło „tylko” drugie miejsce.
– Na pewno dało się zrobić coś więcej, ale taki jest sport. Nie da się wszystkiego wygrywać. Trzeba brać, co jest – srebro też jest dobre. Daliśmy z siebie wszystko. Cała reprezentacja ze sobą współpracowała, były rozmowy między nami, każdy chciał każdemu pomóc. Tak właściwie to dopiero w drugiej części zawodów zaczęliśmy odrabiać straty, ale na doścignięcie Duńczyków było już za późno – podsumowuje wydarzenia na torze autor 14 punktów.
Bańbor i jego Motor Lublin w ostatnim meczu tej kolejki PGE Ekstraligi podejmą na własnym torze Spartę Wrocław. Nie bez powodów starcie to zapowiadane jest jako hit kolejki. Naprzeciw siebie staną przecież dwaj murowani kandydaci do medali.
– Będziemy jak zawsze walczyć. Przyjeżdża do nas mocna drużyna, ale damy z siebie wszystko, żeby wygrać – zapowiada nasz rozmówca. – Jak dotąd jestem zadowolony ze swojej postawy w tym sezonie, większość meczów i zawodów idzie po mojej myśli. Zdarzają się oczywiście słabsze dni, ale na razie są one w mniejszości. Jako zespół wygraliśmy na razie wszystkie spotkania i oby ta passa została podtrzymana – kończy Bańbor.





