KLŻ Wpis Wywiad

Dawid Rempała: To była bardziej walka z torem niż z rywalami

Speedway Kraków nie może zaliczyć początku tegorocznych rozgrywek do udanych. Dwa tygodnie po remisie na inaugurację Krajowej Ligi Żużlowej Krakowianie zaliczyli bolesną porażkę z Landshut Devils. Po zakończonym wynikiem 38:51 spotkaniu głos zabrał kapitan miejscowej ekipy, Dawid Rempała, który nie krył rozgoryczenia warunkami panującymi na nowohuckim owalu.

Adam Suski: Do mniej więcej połowy meczu to spotkanie układało się dla was całkiem nieźle. Po 7 biegach był remis 21:21. Co później poszło nie tak?

Dawid Rempała: Sami chcielibyśmy to wiedzieć. Dzisiejsza rywalizacja z naszej strony była bardziej walką z torem niż z zawodnikami z Landshut. Przygotowywaliśmy się do tego starcia przez trzy dni i uważam, że byliśmy bardzo dobrze spasowani. Na treningach kręciliśmy nawet lepsze czasy niż w zeszłym sezonie. Niestety rzeczywistość jest taka, że przychodzi dzień meczu, do akcji wkracza komisarz toru i nagle mamy zupełnie inną sytuację niż na treningu. Wiadomo, że do warunków trzeba się dopasować, ale wydaje mi się, że w wyższej lidze mecz na takim owalu nie doszedłby do skutku. Jazda dziś wiązała się z dużym ryzykiem i naprawdę nie było z niej żadnej przyjemności.

Z czego to wynika? Warunki pogodowe czy może błędy w przygotowaniu nawierzchni?

Nie wydaje mi się, że ekipie, która była odpowiedzialna za przygotowanie toru, można tutaj coś zarzucić. Jak mówiłem, przez ostatnie 3 dni mieliśmy idealne warunki – mówiąc żartobliwie, dało się prowadzić motocykl jedną ręką. A dziś? Sami nie wiemy, co się wydarzyło. Tor był bardzo piaszczysty – jakby wlano w niego za mało wody. Niestety toromistrz i inne osoby funkcyjne muszą dostosowywać się do pewnych odgórnych poleceń i wyszło to tak, jak wszyscy widzieli. Sam nie chcę jednak zrzucać odpowiedzialności za swój wynik na warunki. Teoretycznie nie było zresztą źle. Gdyby nie defekt, to miałbym te 10 punktów. W ostatnim biegu po starcie wiedziałem, że nic już więcej nie wskóram, więc odpuściłem dalszą jazdę.

Wspomniałeś o tym defekcie w 9. biegu. Co dokładnie tam się stało?

No właśnie to też jest, jakby nie patrzeć, trochę powiązane z tym torem. Wjechałem po prostu w dziurę, która mi dobiła motocykl. W wyniku tego urwała się prowadnica łańcucha, z której finalnie nic nie zostało.

Mówisz o trudnych warunkach do jazdy, ale jak popatrzymy w program, to spotkanie zacząłeś od dwóch trójek. Można zatem powiedzieć, że przynajmniej do pewnego czasu radziłeś sobie bardzo dobrze.

Ogólnie gdyby nie ten defekt, to byłbym naprawdę zadowolony – miałbym dwucyfrówkę. Szkoda rzeczywiście tego ostatniego biegu. Wsiadłem z ciekawości na drugi motocykl, żeby sprawdzić, jak to zadziała. Ale już po puszczeniu sprzęgła wiedziałem, że to nie jest to. Widząc, że niewiele mogę już zdziałać, zdecydowałem, że odpuszczam. Naprawdę chciałbym móc powalczyć na tym torze, ale w tej sytuacji zdrowie jest najważniejsze. Będzie myślę jeszcze niejednokrotnie okazja, żeby się zrehabilitować.

Jak dotąd macie odjechane dwa mecze w domu. Wkrótce czeka was pierwszy wyjazd. Jak wyglądają wasze plany przed kolejnym starciem w lidze?

Za chwilę właśnie mamy mieć spotkanie, po którym zdecydujemy, czy będziemy trenować w tygodniu w Krakowie czy może na innym torze. W następną niedzielę jedziemy do Daugavpils, kawał drogi przed nami. Ja jednak dobrze wspominam to miejsce. Ten tor zawsze mi pasował i wiem mniej więcej, jak się do niego dostosować. Mam nadzieję, że uda się zaprezentować nie gorzej niż dzisiaj. Trzy punkty więcej i będę usatysfakcjonowany.

Jako zespół musicie się pewnie też pozbierać mentalnie, bo po dwóch kolejkach, w których jechaliście u siebie, macie tylko 1 punkt w tabeli.

Rzeczywiście nie jest to wymarzony start sezonu, ale wydaje mi się, że wiemy już, w jaką stronę mamy iść – przede wszystkim w kwestiach torowych. Jak wspomniałem, nie chcę zrzucać całej winy na nawierzchnię, ale trudno mówić o atucie własnego obiektu, kiedy trzeba zmieniać całe ustawienia, bo tor jest niebezpieczny. Teraz jednak koncentrujemy się na walce w Daugavpils i z podniesionymi głowami jedziemy w przyszłym tygodniu na Łotwę.