Niedzielna porażką ze Stalą Gorzów był już trzecią domową i łącznie piątą w tym sezonie Włókniarza Częstochowa. Po meczu porozmawialiśmy z trener „Lwów” – Mariuszem Staszewskim.
Częstochowianie najgorzej jak mogli rozpoczęli starcie z żółto-niebieskimi. Jaimon Lidsey wjechał w taśmą startową, a był to dopiero początek problemów biało-zielonych. Włókniarz przegrał wszystkie cztery pierwsze wyścigi i przed pierwszą kosmetyką toru tracił już do rywali 16 „oczek”. Matematycznie oczywiście gospodarze mieli jeszcze szanse wygrać, lecz w praktyce w tym momencie można było dopisywać Stali pierwsze zwycięstwo w sezonie. „Lwy” przegrywały starty, a na dystansie nie potrafili choćby niwelować dystansu do przyjezdnych. Niestety sympatycy Włókniarza zdążyli się już do tego widoku przyzwyczaić, ponieważ Częstochowianie nie od wczoraj mają problemy z dobrym wejściem w domowe spotkanie. – Nawet nie wiem jak mam to skomentować. Staramy się, aby warunki były porównywalne. Na treningu jakoś to wygląda jak jeździmy między sobą czy w pojedynczych wyjazdach na tor. W meczach niestety weryfikacja przychodzi od razu, od pierwszego biegu – Krótko podsumował początek zmagań trener Staszewski.
Trudno doszukiwać się jakichkolwiek plusów w postawie Włókniarza. Zaledwie 31 punktów przed własną publicznością ze Stalą Gorzów nie napawają optymizmem. Przed meczem mówiło się, że kiedy jak w tym spotkaniu biało-zieloni mogą pokusić się o sprawienie niespodzianki. Weryfikacja była jednak bardzo bolesna. Wśród Częstochowian najlepszy był kapitan – Jakub Miśkowiak, który zdobył 10 punktów. – Myślę, że to problem drużyny, a nie pojedynczych zawodników. Nie można powiedzieć, żeby był jeden zawodnik który jedzie naprawdę dobrze i wygrywa wyścigi. Widać, że te wyniki biegów każdego z drużyny są bardzo mocno przeplatane. Ogólnie na razie jako cała drużyna leżymy – przyznał szkoleniowiec „Lwów”.
Sztab szkoleniowy Włókniarza odważniej zaczął sięgać po rezerwy taktyczne. Te pojawiły się za Sebastiana Szostaka w trzeciej i czwartej serii startów, lecz nie przyniosły one żadnego pozytywnego skutku. Zawodnicy startujący w jej ramach dwukrotnie przyjeżdżali na końcu stawki. Na ten moment próżno szukać zawodnika, który wziąłby ciężar odpowiedzialności za wynik na swoje barki. Żaden z zawodników biało-zielonych nie rokuje, aby ten stan mógł się w najbliższym czasie zmienić. – Plan na dalszą część rundy zasadniczej to przede wszystkim poszukać formy. Dzisiaj, nikt oprócz Kuby (Jakuba Miśkowiaka dop. red.), nie pojechał tego co powinien. Tak naprawdę w całym sezonie żaden z zawodników nie ma życiowej formy, tak jak choćby Bednář czy Pollestad. U nas zawodnicy jadą swój naprawdę bardzo przeciętny poziom jak do tej pory. Myślę, że nikt nie jest zadowolony. Nie mogę nikomu zarzucić, że im się nie chce pracować, bo harują i to bardzo dużo. Niestety efektów tej pracy jak do tej pory brak – zakończył zafrasowany Mariusz Staszewski, który nie łatwego życia w PGE Ekstralidze.
Przed Włókniarzem teraz trudny wyjazd do Grudziądza. Przed rokiem „Lwy” poległy przy ul. Hallera 4 aż 61:29. Wtedy jednak w składzie obecni byli Piotr Pawlicki, Jason Doyle czy Kacper Woryna. Mecz odbędzie się w piątek o godzinie 18:00.


