O żużlowej rodzinie Kowalskich głośno jest już nie tylko z uwagi na Bartłomieja. W buty starszego brata powoli wchodzi 17-letni Radosław, który w piątkowe popołudnie z zimną krwią wywalczył awans do cyklu Indywidualnych Mistrzostw Polski. W pokonanym polu żużlowiec Wilków Krosno zostawił wielu dużo bardziej doświadczonych rywali, kończąc zmagania na 4. miejscu z 11 punktami.
Radosław Kowalski rozpoczął ściganie na „Skałce” od dwójki, przyjeżdżając tylko za plecami Piotra Pawlickiego. Później podwoił swój wynik, znów ulegając tylko jednemu żużlowcowi. To jednak był dopiero początek popisu młodego zawodnika. Nastolatek tuż po równaniu świetnie wystrzelił spod bandy i zostawił w tyle takich rywali jak Maciej Janowski czy Krzysztof Buczkowski. Najsłabiej poszło mu w czwartej serii, kiedy przyjechał na metę jako trzeci. Młodszy z braci awans przypieczętował w 20. wyścigu, sięgając w nim po swój drugi komplet oczek tego dnia.
– Jestem bardzo szczęśliwy. Ciągle nie dowierzam, że udało się zakwalifikować i będę miał okazję pojechać 3 rundy z najlepszymi w Polsce. Traktuję to jako świetne doświadczenie. Szkoda tylko, że z bratem nie udało nam się obu awansować – powiedział w rozmowie z naszym portalem.
Kowalski w przeszłości miał już możliwość ścigania się na świętochłowickim torze. W piątek były to jednak zupełnie inne zawody. Nawierzchnia nie była idealna, ale młody zawodnik potrafił znaleźć na niej odpowiednią ścieżkę i popędzić po prawdopodobnie największy sukces w karierze.
– Na pewno jest nieco łatwiej, gdy kiedyś jeździło się już na danym owalu. Ale żużel to jest taki sport, że jeden dzień różni się od drugiego. Dziś tor zaczął się strasznie otwierać, porobiły się nierówności, więc ręce bolały – podsumował warunki do jazdy 17-latek.
Dzięki bardzo dobrej i przede wszystkim równej postawie przez cały turniej, przed ostatnim wyścigiem żużlowiec Wilków Krosno miał los w swoich rękach. Już jedno oczko dawało mu przynajmniej start w biegu dodatkowym, a każda wyższa zdobycz była równoznaczna z automatyczną kwalifikacją do cyklu IMP. Kowalski nie bawił się w żadne kalkulacje i w zasadzie od startu do mety pewnie pojechał po wygraną.
– Przez całe zawody byłem zestresowany. Staram się oczywiście zrzucić z siebie tę presję, podejść do startów na luzie, ale nieraz jest z tym ciężko. Do ostatniego biegu podszedłem jednak z chłodną głową – na zasadzie: co ma się wydarzyć, to się wydarzy. Nie myślałem o tym, czy mam zdobyć jeden punkt czy trzy. Wiedziałem, że nic nie muszę, a tylko mogę – tłumaczy bohater IMP Challenge.
O młodszym z braci Kowalskich żużlowa Polska usłyszała nieco więcej po jego występach w barwach Unii Tarnów. W ubiegłym sezonie w kewlarze Jaskółek perspektywiczny junior zaliczył aż 87 startów w Metalkas 2. Ekstralidze, okraszając je średnią 1,264. Częste występy przeciwko seniorom wynikały przede wszystkim z braków kadrowych tarnowskiej drużyny. Z perspektywy niedoświadczonego zawodnika było to znakomite doświadczenie, które bez wątpienia pozwoliło mu nabrać dużej pewności siebie.
– Poprzedni sezon naprawdę dał mi dużo. Bardzo się cieszę, że to wszystko tak się potoczyło i że miałem okazję tyle startować. Nieraz było to 5-6 biegów, zaliczyłem wiele meczów, dużo jeździłem. To bez wątpienia zaprocentowało – mówi sam zainteresowany.
W tym roku Radosław Kowalski reprezentuje inny klub z M2E, Wilki Krosno. Wychowanek Akademii Żużlowej Janusza Kołodzieja rozkręca się z meczu na mecz. W pierwszym starcie sezonu w Bydgoszczy zdobył tylko 2 punkty, ale już w drugiej kolejce zaliczył wynik 3+2. Jeszcze lepiej było w zeszłym tygodniu w Rzeszowie, kiedy krośnieński junior przywiózł 5 oczek.
– Zmieniłem klub, mam nową drużynę, muszę zapoznać się z nowym torem. Wiadomo, że momentami jest ciężko, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Cały czas pracuję, żeby było jeszcze lepiej – dodał zawodnik.
Cykl IMP z udziałem Radosława Kowalskiego zainaugurują zawody na MotoArenie 15 maja. Drugi finał zaplanowano na 4 lipca w Bydgoszczy, a medalistów mistrzostw Polski poznamy 15 sierpnia w Ostrowie Wielkopolskim.





